DM

Delta air mucus force one

W życiu podobno chodzi o to, żeby nie bać się podjąć ryzyka. Ale … dojrzałość w podejmowaniu decyzji przejawia się tym, że ryzykujemy na własne konto. Co rozumiem poprzez „konto”?.

Nasza wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się wolność drugiego człowieka. I na odwrót. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Nakładając na ten „frazes” … maksymę z dziedziny nauki, którą jest filozofia … nakładając na tą maksymę kalkę nauki bardziej bardziej osadzonej na ziemi, jaką jest epidemiologia … zakres ten da się łatwo zmierzyć, poprzez co określić, a poprzez łatwość (zarówno określenia, jak i podania wyników za pomocą precyzyjnych jednostek), rozumiem łatwość, z jaką przychodzi nam na przykład kichnięcie, oraz, i tu już lądujemy na ziemi, diagnostycznie oznaczony poziom przeciwciał, na patogeny, w kichnięciu, zawarte. Both kurwy ways. 

O ile jestem fanką „latania za swoje”, co równoznaczne jest z podejmowaniem ryzyka na własne konto, trzeba mieć świadomość … 

… z zasady jestem anty. Nie ma chyba bardziej (a przyda się tutaj znajomość znaczenia słowa „paradoksalnie”, jak również „bardziej”) trzeźwo oceniającej rzeczywistości, niż ja. I rzeczywistość jest taka, że trzeba mieć świadomość, że zagrożenie epidemiologiczne istnieje, że jest ono olbrzymie, oraz, że jeszcze bardziej olbrzymiejsza będzie tragedia, jeśli Państwo nie nabierze odpowiednio wysokiego poziomu wyszczepienia pośród jego obywateli. W tym akurat przypadku, zaszczepić się równoznaczne jest z „robić swoje”, dokładając rozum i dobro „na swoje” i „nie na swoje” konto. 

Stąd też usiadłam i ja, i zrobiłam swoje, czyli metaanalizę znanych już danych na temat samego patogenu, dostępnych możliwości traktowania zakażenia, oraz tegoż zakażenia profilaktyki, czyli również szczepień. W obecnym stanie, w jakim znajduje się służba zdrowia, jest to jedyna możliwość zagwarantowania sobie przeżycia, podczas nadchodzącej fali, która gorzej niż pierdolnie, jeśli …  

… nie ma innych szans. Jest jednak jedno małe „ale”. Zanim do niego przejdziemy, część właściwa „wywodu”. 

Definicja patogenu, ze szczególnym uwzględnieniem dróg rozprzestrzeniania się … jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu na linii obecna władza a logika, przełoży się to na konieczność wszczęcia badań eksperymentalnych, których roboczym tytułem byłoby zdanie „przegląd dostępnych metod strategicznego, a szczelnego zasłaniania okien”. I gdyby dalej to gówno, chciało się rozprzestrzeniać, szczekać, czy podskakiwać, a nie mam na myśli patogenu, a obecną władzę, to na całe dla nas szczęście, temat ten został już profilaktycznie przebadany, zarówno względem odmian patogenu  SARS-CoV-2, jak i SARS-CoV1.  Z pobieżnej lektury artykułu wniosek pozwalam sobie stwierdzić, że najskuteczniejsza w tym celu będzie tektura. Gdyż. Jest to materiał tani, powszechnie dostępny za darmo, stanowi wręcz odpad po cywilizacyjny. Z badań wynika natomiast, że porównując tekturę jako materiał powierzchniowy na którym badano przeżywalność wirusa, wykazał się on większą skutecznością w jego anihilacji, niż plastik, czy stal nierdzewna. I pomimo tego, że na plastiku, czy stali nierdzewnej obserwowano w czasie znaczne zmniejszanie miana, co równoznaczne jest z zanikającą zdolnością patogenu do przeżycia wraz z upływem czasu, po zakończeniu badania dalej był aktywny, ponieważ liczebność jednak znaczna. W przeciwieństwie do tektury, której użycie wymagało tylko zwiększonego poziomu cierpliwości, aby patogen odpadł, acz zdechł. (Odpowiednio: t=24 h dla SARS-CoV-2, i t=8 h dla SARS-Cov-1). (Najskuteczniejszą powłoką w byciu „na nie” dla SARS, obydwu odmian okazała się miedź, możliwość przeżycia patogenu zaobserwowana żadna po 4 godzinach, dla SARS-CoV-2, po 8 godzinach dla SARS-CoV-1. Tyle że, miedź to drogi metal jest, i nie każdego stać na to, aby wyłożyć nią okna, parapety, czy drzwi. W przeciwieństwie do statusu finansowego obecnej władzy, i pociotków, które to miedzią sobie mogą wykładać żyły odbytu, od środka. A wiadomo, jak kto nie ma miedzi, to na tyłku siedzi, tyle że, władza spierdoli, zwłaszcza życiorysy Polaków niżej, niż kopie się miedź).  I czym też ten wirus się tak tej tektury nie uczepił, a plastiku i stali nierdzewnej owszem.

Ze szczepionkami jest trochę tak, jak z relacjami między ludźmi. Podstawą relacji jest rozmowa. Tak, jak i podstawą rozprzestrzeniania się epidemii jest przestrzeń pomiędzy rozmówcami. Droga kropelkowa to nic innego, jak … papier, na którym zapisujemy wszystkie nam dostępne zarazki. 

I o ile uprzejme zapytanie przypadkowego przechodnia o możliwość użyczenia chusteczki higienicznej, na wypadek niespodziewanego kichnięcia, stanowić może przyczynek do rozpoczęcia pogawędki, tak szczepionka to dodatkowy argument w rozmowie z patogenem, ponieważ nasz układ odpornościowy nauczony jest …  pełną dojrzałość układu immunologicznego osiągamy około 7 roku życia. Pełną dojrzałość rozumiem jako umiejętności komunikacyjne ze środowiskiem zewnętrznym. 

Nosi to nazwę immunokompetencji. Działanie układu odpornościowego można porównać do protokołu dyplomatycznego. I tak, jak do …

Podobno „być dyplomatą” oznacza posiadanie takich kompetencji, aby powiedzieć „wypierdalaj” w taki sposób, aby nasz rozmówca poczuł dreszczyk podniecenia, przed zbliżającą się podróżą. Jak powiedzieć w sposób dyplomatyczny omawianemu patogenowi, żeby … że my też potrafimy się uczyć? A siedząc w dżunglach na nietoperzach, i bliżej gatunkowo niedookreślonych gadach, może i można tak zmutować sekwencję genotypową spike’ów, żeby nie dało się rozróżnić, czy jeszcze „wirus”, czy już „pasożyt”, czy gad, nie wspominając już o zamieszaniu, nie przebadanym jeszcze, acz neurologicznym, i stwierdzonym, co prowadzi do … 

Rozpatrując problemy nauk immunologicznych, nie można odłączać ich od kontekstu nauk epidemiologicznych, zwłaszcza o wysokim stopniu zjadliwości … on się skądś wziął. Zarówno patogen, jak i patogen, jak i patogen. Powłoka tkanki skórnej, czy dalsze rejony dżungli, jaką jesteśmy jest o tyle atrakcyjna dla przypadku omawianego, że i on do końca nie przebadany, a i my nie do końca nauczeni, jak się przed nim bronić. Centrumem dowodzenia operacyjnego jest mózg, a w przypadku omawianego zarazka, wykazane zostało w badaniach, potrafi on przenikać barierę krew – mózg. Ma na to, do tej pory stwierdzone dwie drogi, szlaki, aby szlag jasny mózg trafił

Bez mózgu sprawnie działającego nie tylko rozmawiać się nie da, czy to z patogenem, czy z drugim. Do rozmów, zarówno z prośbą o chusteczkę higieniczną, jak i do rozmowy o tym, czy „szczepienie się zgodne jest z konstytucją”, czy „wybieram zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia ciężkiego przebiegu zakażenia u innych” nie znanego nam jeszcze w traktowaniu (a mniej więcej poznanego w traktowaniu profilaktycznym za pomocą szczepień) trzeba mieć kompetencje. Nie tylko ślinę. I kwit.

W przypadku omawianego patogenu długość jego genomu wynosi blisko30 000 nukleotydów, co oznacza, używając grubej, oraz bardzo niedokładnej metafory, że tyle linijek kodu jest na non stopie replikowanych, aby zarazek mógł przeżyć. Czyli rozmawiać. Z naszym układem immunologicznym. 

Czerpiąc do procesu replikacji substraty z naszego organizmu. O ile relacja to wymiana, tak w przypadku tej akurat, występujące w przebiegu zakażenia omawianym patogenem zaburzenia węchowe, jako jeden z objawów pełno objawowego zakażenia, wynikają z samej konstrukcji wirusa, który na etapie przyłączania się go do receptora wiążącego korzysta z jonów cynku. Idąc dalej. 

Nawet powołując się na argument, że odmiana zmutuje na skutek wysokiego poziomu szczepień pośród obywateli społeczeństwa, to nie ma szans, układ odpornościowy również uczy się, robi to szybciej, a ma czego, i tu bardzo nudna, oraz męcząca część wywodu, ponieważ musimy spojrzeć na sprawę z trzech perspektyw … nie będziemy zanudzać Państwa. Szkoda waszego cennego czasu.

Zdajcie sobie sprawę, że w obecnej sytuacji, brak przymusu szczepienia brzmi paradoksalnie jak przymus szczepień. Omawiana w poniższym artykule procedura medyczna wzbudza na tyle kontrowersji … nie, ona nie wzbudza kontrowersji. Stanowi hot-topic w rozgryweczce o elektorat. 

Służba zdrowia leży i kwiczy, brodząc w kałużach naplutej im pod kitle i chodaki tempej, złośliwej, oraz durnego pochodzenia śliny skurwysynów, a zbyt udzielnych skurwysynów, aby choć raz w życiu otworzyć „książeczkę”, i złożyć literki na pewne tematy. Chociażby dookoła swoje. A książki są.

Owszem, zgadzam się, index prohibitorum. Ale czemuż mentalnie i arbitralnie wsadzać na tą skromną listę podręczniki, ale też i swój mózg. Już nie mówię o epidemiologii, czy historii, czy podstawowej logice wymaganej do składania budżetu kraju, ale czemuż to, ah czemuż, wsadzono tam, korzystając samemu tym samym, z oficjalnego zakazu czytania tak wartościowych, choć zdaję sobie sprawę, że ideowo niebezpiecznych książek, jak, chociażby, elementarz Sz. P. Falskiego? Połączonych mózgiem system naczyń, tak, jak krytyczna ocena, oraz rzeczywistość. A ta mówi (parafrazując podręcznik) „ (…) praktyka kliniczna (na co będzie chciał powoływać się na jesień PIS) rozumiana jako możliwość dostępu do procedur medycznych, w postaci chociażby obecności personelu medycznego, który te procedury (…) „ nie przeżyjemy kolejnego lock-downu, a jest już bankowo klepnięty w głowach, w których tylko stare klepisko.

Chcą na „szaro” przerobić „szarych” obywateli, zostawiając tym samym przy życiu jedynie swoich przedstawicieli, jedynych wartościowych przeżycia towarzyszy swoich smutnych dni. Reszta ma na nich zapierdalać w imię przywilejów, jakimi to raczą nas coraz to nowsze, a smutne podatki. I czy chcemy my podarować im więcej „smutnych” dni? Czy my chcemy, żeby więcej dookoła nas było smutnych osób?

Owszem, przyznaję, ataki na punkty szczepień, z pewnej perspektywy, mogą być wydarzeniem, zwłaszcza jeśli miasteczko niewielkie, a zasmuca je elektorat i wrzódPIS. Tyle komuna narobiła. Protesty w punktach szczepień w miejsce rozwoju ośrodków kultury. Różnica olbrzymia, choć niewielka i niepozorna.

Tak, jak między medycyną na poziomie klinicznym, a epidemiologią.

Wynikiem owej różnicy jest efekt, w postaci chociażby uczucia niesmaku jaki już pozostawia po sobie obecnie przyrośnięta do stołków władza, nie, wróć, uczucia metalicznego smaku w ustach, jaki może wystąpić po przyjęciu szczepionki. Mam dużą świadomość, że w obecnym kształcie jest to jeden wielki eksperyment medyczny, ale rzadko kiedy nie był. I właśnie teraz, to jedno małe „ale”.

„Ponieważ modele zwierzęce nie spełniają do końca warunków, które odzwierciedlałyby przebieg infekcji u ludzi, kontrolowane infekcje wśród chętnych uczestników badania …” konieczne jest zastosowanie dopuszczonych do obrotu szczepionek. Ała?

O ile … mieliśmy bardzo dużo czasu. Bardzo bardzo dużo czasu. Obecna władza cofnęła nas natomiast do momentu w czasie, kiedy nie pozostaje nam nic innego jak eksperyment. Mamy szczęście, że człowiek jednak do przodu idzie, i zamiast rozcierać zeschłe strupy w ropnej wydzielinie, mieszawszy to okadzając ziołami i Wezwaniami, po czym wcierać je … czy naukowców można nazwać przez to szalonymi?

W metodologii ważna jest intencja, oraz cel, ale też poukładanie w głowie. Dokładając do tego osobę, pomiędzy tym, a outcomem, jest miejsce dla ilorazu szans.  Ile razy jeszcze chcecie dawać szansę ludziom, którzy w głowie mają poukładane, ale tylko szambo? O ile asenizacja na poziomie infrastruktury miejskiej jest kwestią istotną, tak pomyślałabym o nie byciu sobą w postaci rury, przez którą te polityczne ścieki płyną.

Jaki algorytm myślowy?

Zastosowanie algorytmu CHIM (ang. Controlled human infections model), w tym akurat wypadku, jest jedyną możliwością, aby, jako cywilizacja, dotrwać do momentu, w którym zostanie komercyjnie udostępniona nie tyle sama szczepionka, w postaci ampułki, ale też cały protokół kliniczny jej administracji. I gdybym ja posiadała wiedzę, ale też i kompetencje, zaczęłabym poszukiwania od obrania trasy w kierunku szukania tego fragmentu genomu wirusa, który przebiera się za pasożyta, zamiast wysyłać sygnał o byciu wirusem. Znaczy, poszłabym dalej, ale … muszę praktykować cnoty niewieście. Dilowanie z kompletnymi bucami, pranie, sprzątanie, wywóz gruzu, itd. Anyway.

Chęć uzyskania dyplomu poświadczającego ukończenie najlepszej uczelni medycznej w kraju, ale to najlepszej do tego stopnia, że została wykluczona z rankingów, wymagało ode mnie zaszczepienia się na wirusowe zapalenie wątroby typu B. Szczepionkę przyjmuje się w trzech dawkach. Pieczątka poświadczająca przyjęcie trzeciej dawki została mi wbita „na lewo”, ponieważ znająca się na robocie pielęgniarka przeprowadziła zarówno badanie diagnostyczne oznaczające poziom przeciwciał, jak i wywiad medyczny, stwierdzając tym samym, że skoro reaguję poszczepiennym odczynem, w postaci mdłości, i bólu miejscowego, to na podstawie stwierdzonego bardzo wysokiego poziomu przeciwciał (wyższego niż po przyjęciu kompletu zaszczepień), może ona podjąć ryzyko, i wbić mi pieczątkę. 

W powyższym akapicie słowo ryzyko zostało ujęte w cudzysłów, ponieważ kobieta głupia nie była, szacowała ryzyko zakażenia zarówno w stronę moją, jak i „od moją”. Krążąc po szpitalnych podziemiach, gdzie mijałam się często na przykład ze zwłokami, nie tylko o WZW typu B,  łatwo. 

Szacowała również ryzyko … nie, nie ryzyko. Oceniała zasadność, oraz konieczność zastosowania procedury medycznej na podstawie uzyskanych w ustrukturyzowany, a zebranych w rzetelny sposób danych, mając za uszami długoletnie doświadczenie w pracy w przychodni w służbie zdrowia. 

Siedzieć, i dbać o bezpieczeństwo cywilne. To jest obrona kraju. Wiedza, rzetelność, fach w ręku, doświadczenie, wyjście „do”. Tym jest, ale też nie epidemiologia. Choć nudne to bardzo wchuj.

Tym się jednak też różni medycyna prewencyjna od medycyny „post-factum”, że latami zbierane są dane o zasadności, skuteczności, a czasem i wręcz konieczności zastosowania procedury klinicznej, co więcej, na podstawie danych epidemiologicznych weryfikowane są powyższe. A te nie biorą się z nikąd. Tak samo jak niepożądany odczyn poszczepienny to nie jest jakieś czaru – maru.

(Ponieważ na czary –  mary kształt, jaki obecnie przybiera dyskurs w temacie, nie zasługuje). A i więc jest tak. 

Do modyfikowalnych czynników środowiskowych, które mogą przyczynić się do zwiększenia szansy zmniejszenia prawdopodobieństwa wystąpienia ryzyka niepożądanego odczynu poszczepiennego …

… wszystko jest alergenem, i nic nim nie jest. Kwestia wydolności układu odpornościowego, a do tego układu zaliczyć można „chociażby” skórę, czy wydzielinę śluzową górnych dróg oddechowych. 

Idąc dalej, cała flora jelitowa … Patofizjologia stanu zapalnego wyróżnia pięć charakterystycznych dla tego stanu objawów: obrzęk, zaczerwienienie, podwyższona temperatura, ból, zaburzenie funkcji tkanki (co przekładać się może na zmniejszenie funkcjonalności danej partii ciała, na proces zapewnienia którego utrzymania prawidłowości tegoż funkcjonowania tkanka się składa). 

Dla pełniejszego zrozumienia procesu kontrolowanej infekcji (nie mam na myśli ospa – parties, a zabieg zaszczepienia wykonany w proceduralnych, klinicznych, oraz kontrolowanych warunkach), obrzęk jest podstawowym mechanizmem, który należy zaakceptować, i po prostu spokojnie przeczekać. Wynika on z prostego mechanizmu funkcjonowania rzeczywistości, mianowicie konieczności zapewnienia przestrzeni, gdzie protokół immunologiczny musi się gdzieś wydarzyć, a poprzez protokół immunologiczny rozumiem … to jest tak. Immunologia ludzkiego organizmu działa jak … wodospad. Jeśli dany patogen przejdzie jedną barierę, jak np. skóra, tudzież śluzówka, uruchamiane są dalsze, bardziej złożone mechanizmy mające na celu namierzenie, identyfikację, a w konsekwencji eliminację patogenu. Samo w sobie brzmi to jak eksperyment, w dwie strony.

Tyle że, obecnie jesteśmy poddawani jeszcze gorszemu eksperymentowi medycznemu. 

O ile z hipotetycznymi, a możliwymi w wystąpieniu, powikłaniami poszczepiennymi mniej więcej wiadomo jak sobie radzić, a wiadomo tym więcej, im więcej nie tyle osób zaszczepionych, co zebranych rzetelnych wywiadów medycznych przy okazji, jak również zgłaszanych w odpowiednie miejsca objawów „po”, tak z tym co krąży pośladkami po większości cennych stołków osobiście jeszcze nie wiem co zrobić.

No bo.

Klasyczna metoda stosowana w psychiatrii kazałaby to uśpić, wywieźć, zamknąć w celi, po czym obserwować, jak się tłucze samo ze sobą. Taki psycho – surivival dla cywilizacji potomnych, o ile byli by żądni mało estetycznych, a tym samym niesmacznych wrażeń. 

Tyle że, musieli by się znaleźć psychiatrzy, którzy nie byliby przyspawani do stołków za pomocą betonu cieknącego z dup prominentów.

I wyszli by szukać w książkach, a są, skutecznych metod. I książki, i metody.

Badania diagnostyczne mają to do siebie, że aby faktycznie stwierdzić odchylenia od norm wartości, tudzież nadmiar, lub też niedobór czegoś tam, zazwyczaj potrzebny jest objaw, który nas zaprowadzi do diagnosty. Czasem wtedy bywa już późno. Why? Krew i mocz, a to z nich najczęściej pobierany jest materiał do badania to tzw. roztwory buforowe. I o ile mocz buforem jest absolutnym, który za zadanie ma wydalać poza organizm metabolity zarówno naturalnego pochodzenia, wynikające z samego faktu jego funkcjonowania, jak i toksyczne, tak zadaniem krwi jest bycie w stanie to w ogóle umożliwić. Stąd, musi ona być w stanie to umożliwić, co przekłada się na konieczność umożliwienia jej autoregulacji. W warunkach niedoboru składników do tego wymaganych, „wyciągane” one są z organelli, obniżając tym samym efektywność jej działania. A w odżywionych komórkach tkwi klucz.

Jak wspomniane, fragmenty patogenu wykryte zostały i w kale, jak i moczu, co stanowi dowód na to, że jest to po prostu „rzecz do strawienia”. Tyle że, trzeba mieć trawić „czym”, ale też umożliwić „jak”. Omówiona „po krótce” zasada działania układu odpornościowego powinna dać czytelnikom głównie argument do dyskusji ze samymi sobą, czy warto stać się „ofiarą” dobrowolną, ale jednak eksperymentu medycznego.

„Eksperymentu”, za którego każdorzędowy outcome rozliczani będziemy wszyscy.

Przy użyciu wskaźników epidemio-socjo-zgono-ekonomicznych, jakie nam się nie śniły. 

Sama będąc przed długi czas ofiarą „eksperymentów” medycznych prowadzonych na koszt państw, a prowadzonych przez bardziej niż ściśle bardziej niedouczonych ludzi, nie tyle nauczyłam się w życiu jednego, co utwierdziłam się w nabytym przekonaniu.

Siedzieć spokojnie i robić swoje. 

Tym też jest w obecnej sytuacji podjęcie decyzji o przyjęciu szczepionki. Debile … Słowo „debil” w potocznym języku oznacza osobę nie w pełni sprawną umysłowo, przez co intelektualnie. Stąd, użyłam go, aby poniekąd nakreślić zakres tragizmu, w jakim Polska, jako kraj się znajduje. Z przeprosinami w tym zdaniu, wobec wszystkich osób, które o ten punkt zaczepiły, ogłaszam konkurs na jak najbardziej kreatywne zreformowanie tego określenia, z dużą i totalną świadomością, że zostawienie miejsce tej nomenklatury spacji, było by potwarzą dla tego klawisza funkcyjnego. I …

W obecnej sytuacji, nie jest możliwe robienie swojego, na czyjekolwiek konto. Przynajmniej w moim przypadku. Równało by się to być pastowaczem, jak i szmatką, ale też i pastą do butów. I brukiem, na którym cała „who is gonna psycho kill who” zabawa by się odbywała.

I miotłą do zamiatania „po”. 

Stąd, z absolutnie pustym kontem, na całe szczęście swoim, ale ze świadomością, że wolny wybór … tfu, że wybory są w 2023, a terror się dopiero zaczął … jest dopiero połowa 2021, polecam wybrać się do punktu szczepień, i skorzystać z oferty dostępnych, aby ze spokojnym sumieniem, oraz w pełnym zdrowiu, oraz szczęściu, móc zasiąść przed preferowanym przez nas źródlem czerpania informacji z kategorii codziennych, aby obejrzeć najlepszy spektakl teatralny, jaki mogła tylko urządzić …

Miałam kiedyś farta obejrzeć taki spektakl. Spacerując z psem trafiłam na moment wyburzania starego stadionu klubu piłkarskiego Wisła. Szczerze? Chętnie obejrzałabym ten spektakl jeszcze raz, bo nie dość że dynamit to frajda, stadion jest gorzej niż architektonicznym bardziej niż badziewiem, to przy okazji mieści się tam biuro obsługi strefy płatnego parkowania. A na to już szkoda słów. 

Słówkiem zakończenia, samokrytyka metodologa, a raczej osoby, która stanęła kiedyś obok podręcznika do owych nauk.

Pomimo tego, że w badaniu zostały użyte inne odmiany wirusa, niż obecnie nam zagrażająca, tak zostało to zastrzeżone na etapie projektowania danych, a ujęte w treści artykułu, że SARS-CoV-1 i SARS-CoV-2 są najbliżej „położonymi” temu ludzkiemu. Idąc dalej w tonie samokrytyki, aby nabyć jej umiejętność, należy się ostro naćpać, ponieważ „narkotyki są dla ludzi z wyobraźnią” (za: Z. Hołdys), a tego wymaga stworzenie w głowie schematu warunków sanitarnych, których zapewnienie konieczne jest do przeprowadzenia eksperymenciku, w taki sposób, aby historia nie powtórzyła się znów, czyliż z „labka” nic nie „ups, wymsknęło się”. Po czym, wyobrazić sobie, puf … szary dym unoszący się zewsząd, a wszędzie dookoła, znad ponad rozrywanych tektur, fruwających tu i tam. 

Cichy szmer rozrywanego papieru, niczym kajdan zniewolenia za czasów komuny, przeradzający się w coraz głośniejszy dźwięk miętych kartek papieru, będących przepychanymi ustawami pisanymi atramentem z kremu Bambino (z szacunkiem dla producentów) wymieszanym z sokiem z czarnej porzeczki. Kijkiem. Tyle stać intelektualnie obecną władzę. Czy to nie brzmi jak scenariusz filmu?

Tytuł roboczy „Na odejście z godnością już za późno. Impeachment to no fun. Stawką jest ground0 przedłużenie koncesji, a rozumiem przez to pizdnięcie o blat stołu odrzuconą ustawą LexTVN”. 

Enjoy

A nie. 

Zostaje jeszcze nieomówiona cała kwestia edukacji w Polsce. Osobiście bym jej nie ufała. Ponieważ. 

O ile ja mam problem z czasem, jego adekwatnym postrzeganiem, czy też dostosowywaniem swojego wskazań zegarka (którego nie posiadam), do zegarków innych towarzyszy podróży, po części dla tego, że lecę na swoim czasie, a nie kradzionym od innych, którzy dopiero co go dostali … Czarnek wypierdalaj, umiesz te litery z alfabetu złożyć? Złozyć? Zlozyc? Na wszelki wypadek oszczędziłam czas, tak profilaktycznie, zanim epidemia twego bezmózgowego pasożyta poszła dalej, a poszła wch..

Wyższa Sztuka Życia

Dieta Minima

p.s. jeszcze jeden spektakl miałam możliwość obejrzeć. Podczas praktyk w V Szpitalu Wojskowym w Krakowie, na oddziale gastroenterologicznym Sz.P. Ordynator dokonując obchodu, szkoląc tym samym staff, spojrzał na jednego z pacjentów z miną godną nagrody Oscara, oraz bardzo pełnym powagi tonem wygłosił diagnozę „no, panie widzą, pan tu się ma jak pączek w maśle”.

Także ten, złóżcie se sami, co i jak. 

A.