DM

Panierować konwenanse

Razu dnia pewnego, Król zaprosił mnie na na audiencję, abym rozwiała pojawiwszych się kilka niewiadomych jego.

To było tak.

Kraina, tak jak i serce Króla, z kamienia nie była, i z postępem cywilizacyjnym szła, to chciał się Król dowiedzieć, jak to uhonorować mieszkańców, którzy …

Oczy miał, uszy miał, ale rozum miał przede wszystkim, i rozum ten obdarzony był ponadto bardzo, ale to bardzo bogatą wyobraźnią.

I wymyślił za jej użyciem, że chce, aby wszyscy, ale to wszyscy mieszkańcy czuli się wyjątkowo chciani, mile widziani, niezastąpieni. Jak nieodłączna część Królestwa.

Tego Królestwa herb arystokratyczny.

Tyle że …

Patriotą Król był do tego stopnia, że Krainę swą najchętniej by zjadł. Wielokrotnie jednak powstrzymał się przed tym czynem, satysfakcjonując się smakiem narodowej potrawy.

Jego silny patriotyzm, również żywieniowy objawiał się tym, że ową potrawę zaczął rozważać w kontekście …

Urządził nawet referendum, i jak widać na załączonym obrazku, po ilości like’ów, pozytywny feedback wśród poddanych był.

Na szczęście udało mi się Królowi wyperswadować dziki pomysł ten, używając argumentu czysto praktycznego, że Panie Domów przygotowując to danie zbyt wiele czasu poświęciły by na honorowe nadanie mu odpowiednio narodowego kształtu, co znacznie wydłużyłoby czas oczekiwania na posiłek, na co Panowie Domów mogliby zareagować … różnie.

„Wie Król, jak facet głodny, to …” – mina Króla wskazywała, że nie muszę kończyć tej wypowiedzi, płynnie przeszłam więc do następnego argumentu, gdyby powyższy okazał się nie być wystarczający – „no i wie Król, zna Król kobiety, nie klepaniem, to wycinankami próbowały by dać sobie radę, aby uzyskać odpowiedni kształt, a to … już Królu nie chodzi o czas, ale ile resztek. No i jak miały by to wycinać? Przed panierowaniem? W trakcie? Po smażeniu? No ja tego Królu nie widzę”.

Nie zmieniło to jednak faktu, ze Król dalej oddać w jakiś sposób cześć wszystkim mieszkańcom Krainy chciał. Dać znać, że myśli o każdym.

No i na tej audiencji do mnie, że pomimo tego, że średni poziom głównego składnika potrzebnego do spożycia narodowej potrawy, wynosi3,33kg/miesiąc, to jednak nie wszyscy wieprzowinę jedzą.

Ba.

Niektórzy jeżdżą na rowerach. Niektórzy nawet w miesiącu lutym odkryte kostki mają, pomimo tego, że na pieszo, więc ryzyko wkręcenia nogawki w łańcuch żadne.

Niektórzy lubią ryż, niektórzy kaszę, niektórzy paski, a niektórzy kropki.

Są również wśród mieszkańców i posiadacze kotów, i posiadacze psów nierasowych, wielbiciele donic ceramicznych, pejotlu (również w postaci twórczości poetów awangardowych), oraz mieszkańcy zarówno niepełnoletni, jak i mieszkańcy powyżej sześćdziesiątego roku życia, oraz ci, którym dane jest wykazywać się cierpliwością w obcowaniu z owymi.

Są też i tacy,którzy po sobie sprzątają, i tacy, którzy dbają o dobrostan zwierząt.

O zgrozo.

Są nawet kobiety noszące spodnie, co więcej, są mężczyźni, którzy znają się na satynowych piżamach lepiej, niż kobiety.

Nie wspominając już o tych, którzy wybierają akceptację drugiej osoby do tego stopnia, że publicznie deklarujądbałość o nienaruszanie Twojej godności jako człowieka.

Ale, są też osoby, które nie mają wizji na to, aby deklarować, aby ktoś im przyrządzał narodową potrawę, czy też jakąkolwiek potrawę, ponieważ dobrze im tak, jak jest.

Są biegacze, narciarze, piechurzy, oraz spacerowicze. Są pływający kraulem, oraz „żaba”, co ponoć tożsame ze stylem klasycznym.

Są amatorzy cymbergaja, kronik filmowych, heavy metalu i przyśpiewek ludowych.

Są też przedsiębiorcy prywatni, urzędnicy państwowi, twórcy niezależni, zarządcy nieruchomości, właściciele salonów fryzjerskich, studiów tatuażu, przedszkolanki, pielęgniarze.

Dalej, że są osoby, którym cyrulik wyraźnie odradził spożywanie mięsa wieprzowego, nie tyle w ekscesywnej, co jakiejkolwiek ilości.

No i dalej w takt, że panierka dobra jest, a smażone jeszcze lepsze, to czy nie da się chociaż wypełnienia zmienić, na jakąś … lżejszą dla ciała, oraz ducha alternatywę.

No, jak już Król użył słowa „duch”, to wiedziałam, że najlżejszą alternatywą, ale dla mnie, będzie zmiana pozycji na krzesełku na bardziej wygodną, ponieważ za tym słowem, w Króla przypadku, podąża słowo miłość, a to nigdy krótka historia nie jest.

A właśnie z miłości, a co za tym idzie, na cześć tych, którzy nigdy nie usłyszeli, że mają skrzydła, jak postać z godła, a i nie zdają sobie sprawy, że są diamentem w tego godła koronie, Król postanowił wydać alternatywną wersję narodowej potrawy.

I do mnie z tekstem, czy mam jakiś pomysł na ekspresowy, choć nieujęty w planie wydawniczym, egzemplarz biuletynu.

„Jasne Królu” – odrzekłam bez chwili zastanowienia – „szkic tekstu do Królewskiej akceptacji gotowy będzie w mig, i choć poczekać na światło do zdjęć chwilkę będzie trzeba zaczekać, to nie będzie to na tyle długi czas, aby Króla dopadł smutek, albo co gorsza sentyment”.

Bierzemy boczniaki, kompletujemy panierkę. Panierujemy.

Smażymy.

Ja osobiście robię to na maśle, w temperaturze takiej, aby tylko nabrały pozłoty.

Z czymśtam dobieramy.

Cieszymy się zarówno jak i alternatywą, jaką jest drugi człowiek, jak i sobą.

Zjadamy.

D.M