DM

dziki dziki zachód

Kojarzycie miesiąc październik?

Wbrew powszechnie panującej opinii, ja czasem coś kojarzę.

Owszem, mam duży problem z kojarzeniem, a raczej rozpoznawaniem twarzy osób. Przyznaję, przyczyną jest to olbrzymich i bardzo nieprzyjemnych problemów w moim życiu, ale … doszłam do wniosku, że jeśli bawią kogoś żarty z osobach inaczej poskładanych neurologicznie, to … poczytali w życiu za mało dowcipów.

(Rozmawiają ze sobą dwa pączki. „Złożyłem papiery na uniwersytet” – orzekł jeden. „Przyjęli cię?” – zapytał drugi. „No co ty, pączka?”)

No podstawy.

Chociaż, co prawda, standardy leczenia psychiatrycznego nie obejmują jeszcze terapii tego schorzenia, tak borykający się z nim, opracowali własne metody kompensacji, umożliwiające poruszanie się w przestrzeni społecznej, a polegające na zwiększeniu swojej szansy w kwestii rozpoznania osoby małżonka, czy dziecka.Notuje się kilka „typów”, a raczej objawów tego neurologicznego „pstryczka”. Można nie rozpoznawać zwierząt, pożywienia, typów samochodów, ale też i …

Siebie.

Nauczyć się rozpoznawać najbliższą osobę po kapeluszu, i z tym żyć to jedno, ale jak nauczyć się żyć z tym, że nie rozpoznaje się siebie? Na przykład w lustrze.

Rozpoznawanie twarzy znanych nam osób jest podstawową umiejętnością, aby móc poruszać się w rzeczywistości, czyli umieć poradzić sobie w życiu. Tak jednak bywa, że …

Rzeczywistość, a co za tym idzie, matka natura, mają to do siebie, że w ramach wynagrodzenia za jedne „niedociągnięcia” z kategorii podstawowych zmysłów, podkręcają inne. Podobno natura nie lubi próżni, a wszechświat dąży do równowagi.

Długo krążyłam wokół rozwiązania zagadki, co mam składać, zamiast relacji face to face. W tym twarzą w twarz ze samą sobą, ponieważ za każdym razem, jak patrzę w lustro, widzę osobę po raz pierwszy. Rozwiązanie okazało się proste.

Mam składać fakty.

Tylko że, fakty tworzą ludzie, ci tworzeni są przez słowa, które z nich wypływają. Ergo, słowa tworzą rzeczywistość. W której poruszają się ludzie. A każdy z nich posiada twarz. Co idzie za twarzą?

Nie ukrywam, zawsze chodziłam własnymi drogami. Stąd, byłam odbierana jako dziwna. Myśląca inaczej, żyjąca inaczej, będąca inaczej. Inna.

Ale … 

Czy wolność taka właśnie nie jest?

Czy wolność nie jest inna?

Czy wolność nie jest różnorodna?

Czy wolność nie ma tylu twarzy, ilu ludzi na świecie?

Ilu ludzi z nich … nie poznaje siebie?

(i nie mam na myśli inaczej poukładanej elektryki w głowie)

Ilu ludzi nie poznaje w lustrach samych siebie?

Ilu ludzi zadało sobie pytanie, czy samych siebie zna?

Ilu ludzi dało samym sobie czas, aby poznać siebie?

Słowianie podobno nie znali kiedyś podziału czasu na okresy miesięczne. Używali terminów ogólnikowych, kiedy to „zwykły zielenić lub kwitnąć brzozy, dęby, lipy, wrzosy”. Kierowali się rytmem Ziemi. Natury. Do niej dostrajali zegarki. Jeśli je musieli nosić.

Tchnieniem.

Wrażeniem.

Nieodpartym, tak jak siły matki natury.

Wrażenie jest uczuciem.

Jest uczuciem, i to tak głębokim …

Według legendy o powstaniu państwa Słowian krążą legendy. Ta, dotycząca Polski, a w szczególe postaci na jej godle, opiera się właśnie na wrażeniu, wywołanym przez zachwyt.

Zarówno wrażenie, jak i zachwyt to uczucia.

Prezentem, jaki dostałam w nagrodę, za niemożliwość wejścia w żadną relację jest bycie czystą relacją.

Bycie.

Nie do końca zawsze tu i teraz.

Ale …

Umiejętność podróży w czasie od zawsze fascynowała ludzkość, tak, jak i podróże międzyplanetarne. Zabawa z rzeczywistością? Raczej odkrywanie jej warstw, a to pociąga za sobą jej … okiełznywanie.

Nic dziwnego, rzeczywistość jest zajebista. Jeśli oczywiście, umiemy ją postrzegać.

Jako, że postrzeganie rzeczywistości w podstawowej warstwie, jaką jest własne odbicie w lustrze nigdy nie będzie dla mnie do okiełznania, wypracowałam sobie kilka strategii radzenia sobie z pozostałymi. Ot tak, żeby chociaż w innych kwestiach było prościej.

Psychoterapia to też zabawa z rzeczywistością, ale człowieka.

Tylko trzeba tylko umieć się bawić.

Istnieje kilka dziwacznych nurtów, jak też i kilka dziwacznych teorii.

Według jednej z nich, życiowo zostajemy zapętleni w momencie, którego nie przeżyliśmy w sposób właściwy. Implikuje to za sobą niemożność pójścia dalej. Tkwimy w tej warstwie rzeczywistości, popularnie zwanej czaso – przestrzenią … Teoria względności … ani czas, ani przestrzeń, żeby rozwijać teraz ten tak czaso -, jak i przestrzenno – chłonny temat. Natomiast …

Co do tego wszystkiego ma wspomniany na początku październik?

Znaczną część życiorysu spędziłam w mieście, które słynie z „klimatu akademickiego”. Złożyło się również tak, że przyszło mi w klimacie akademickim się wychowywać. Może to szczęście, może nie. Zależy co dla kogo cenne jest. Dla mnie osobiście najcenniejszy jest …

Najcenniejsze są wspomnienia. A te, tak jak fakty, tworzone są przez ludzi.

Październik, jak niewtajemniczonym nie wiadomo, miesiącem jest, kiedy zaczynają się zajęcia na uczelniach.

I to jest … to jest taki … specyficzny klimat.

Ożywczy chłód.

Ożywczy chłód niepewności.

Rześki klimat poszukiwania.

Smakowania życia pełnymi garściami.

Ale przede wszystkim … wiatr wolności.

Przyznaję, jednych studiów nie skończyłam, mianowicie technologii żywności. Ale. O ile fascynujące, tak mało dla mnie zabawne, a to z tego względu, że przez nazwisko traktowana byłam gorzej, niż ustawa przewiduje. Czy wykorzystywałam fakt, że mój ojciec pełnił tam funkcję profesora?

Raz, kiedy rozzdystrybuowałam wsród „studenckiej braci” własnoręcznie wręczony mi przez niego arkusz egzaminacyjny, aby wszystkim zaliczenie poszło dobrze. Wyznawał on pogląd, że kto się będzie chciał czegoś nauczyć, ten się nauczy, na szczegóły przychodzi czas podczas specjalizacji, a uczelnia była dość przepełniona betonem, a on nie chciał dokładać cegieł.

Drugi raz, kiedy na dość ciężkim egzaminie trzeba było pomóc koleżance w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. Wykorzystując fakt tego, kim jestem, uprosiłam personel pilnujący, aby tak zasłonił tą dziewczynę, aby można było podawać jej ściągi.

Trzeci raz, znów w kwestii egzaminów, przed jednym, a wyjątkowo upierdliwym, ponieważ nie wnoszącym nic do tematu, a będącym zwykłą pamięciówką, upaliłam się marihuaną z koleżankami w gabinecie ojca.

Skończyłam natomiast inne studia, też związane z żywnością, a dokładniej tego, jak człowiek ją przyjmuje. Jeśli podrążyć głębiej, to trochę tak, jak przyjmowanie swojego odbicia w lustrze. 

Tożsamość. 

Duże słowo? A nie powinno takie być?

Czy to, kim jesteśmy …

„Kim jestem” to podstawowe pytanie, jakie zadaję sobie za każdym razem, kiedy spojrzę w lustro. Implikuje to konieczność stwierdzenia faktu „o, jestem”.

Skoro więc jestem, to … jak? Jak mam być?

Każdy z nas wybiera sposób na życie. Ja wybrałam …

Codziennie wybieram. Codziennie wybieramy. Mamy przecież wybór.

Tyle że, okoliczności, w jakich mi przychodziło do tej pory w życiu wybierać, zamiast … przebierania w menu w jakimś fajnym przybytku z kategorii gastronomicznej, przypominały raczej ustalanie taktyki przetrwania w stanie wojny.

Nie tylko mnie. Polska, aby odzyskać niepodległość przeszła wiele, zbyt wiele. Niepodległości nie ma do dziś.

To trochę tak, jak niemożliwość znalezienia pracy po studiach. Brak pracy po studiach to też brak niepodległości. Długo nie mogłam znaleźć pracy, chociaż studia skończyłam dawno temu.

Z racji tego, że poszłam w specjalizację tożsamości żywieniowych, co nieodłącznie związane jest z psychoterapią, jakiś czas temu, spoglądając w lustro zadałam sobie sama kilka pytań. Szukanie odpowiedzi na nie było dla mnie logiczne, tak jak i logicznym było dla mnie wykorzystać konstruktywnie czas, dopóki nie nadejdzie upragniona odpowiedź na moje, wielokrotnie wysłane, zawołanie w Świat.

Rzeczywistość nauczyła mnie, że jest zaskakująca, tak, jak i zaskakujące dla mnie jest odbicie w lustrze. Nie inaczej było z odpowiedzią na pytanie, którego momentu w życiu nie przeżyłam właściwie, że tkwię.

Impreza.

Nie zakończyłam właściwie etapu w życiu, jakim są studia.

A to nie tyle najczęściej jest, co powinna być, impreza. Ja natomiast po obronie dyplomu odespałam nerwy, po czym spędziłam tydzień sprzątając piwnicę. Podjęłam więc decyzję, że a co mi tam, sobota w końcu jest, bawię się. 

Zawsze byłam dobra w imprezowaniu, może to Kraków, może bohemą. Może kolejny gratis za to, że mam w głowie niezłą imprezę. 

Może nie wiem co.

Impreza jak wiadomo, to przede wszystkim dobra zabawa. Alkohol, jedzenie, rytm … klimat. Klimat uciechy i, z wolności. Będąc w sytuacji w jakiej jestem, co prawda, powodu do uciechy nie miałam ani jednego. Ale, nie ja jedna. Cały kraj pogrążony był w stanie, któremu dość blisko do określenia „stan wojenny”. I choć jeden już kraj przeżył, z myślą, że się więcej nie powtórzy, tak analogie były zbyt oczywiste.

Stan wojenny, wojna …

W życiu chodzi przede wszystkim o relacje.

„Uwieńczeniem” podstawowego, a dokładniej najbardziej powszechnego typu relacji, jest wesele. Wojna to takie „trochę” wesele. Makabryczne co prawda. Poprzedza je ogłoszenie stanu wojennego.

W przypadku pierwszego, odpowiedzią był on na strajki, które na celu miały demokrację. Zastosowanie metod totalitarnych, czyli ograniczenie podstawowych swobód, nie tyle obywatelskich, co ludzkich, miało na celu ustabilizowanie sytuacji na tyle, aby nie został spuszczony wpierdol tym, komu trzeba. „Sprytnie”, gdyż chciano tym wymęczyć społeczeństwo. W cudzysłowiu, ponieważ plan rypsł. O co bowiem społeczeństwo ma siłę strajkować czterdzieści lat później?

„O wolność słowa, przemieszczania się, prowadzenia działalności gospodarczej, zgromadzeń i procedur medycznych. Sprzeciwiają się przymusowi szczepień i eksperymentów medycznych oraz cenzurowaniu dziennikarzy, naukowców i lekarzy!”

O demokrację.

Najsłynniejsza deklaracja niepodległości ogłoszona została w dniu 4 lipca 1776 roku, w Filadelfii. Po dziś Kraj ten uznawany jest za kolebkę demokracji. Niezależności. Niepodległości. Dyktaturę wolności osobistej.

Analogicznie, w kraju mojego dotychczasowego pobytu, w roku tym sejm zniósł procesy o czary, oraz zakazał tortur. Zlikwidowano oficjalnie Husarię, powołując kawalerię narodową. Czy były to słuszne posunięcia?

Kraj zaczyna się od jedzenia, kobiet i wojska.

Wielu za chlebem na emigracji.

Kobiety są tak stłamszone, zwłaszcza przez same siebie, że nie czarujmy się, nie czas, ani miejsce na temat, ani sił na czary.

Wojsko? Podobno zarządzający nieźle radzi sobie w paint’cie.

Brzmi jak koszmarny sen.

Koszmary są męczące, tak jak i męczącym już ponad siły był mój dotychczasowy pobyt w polsce. Zwłaszcza w kontekście niemożności ustabilizowania swojej pozycji zawodowej. Przypomniało mi to powracający, a męczący sen dotyczący edukacji. Nie dawał mi spokoju, ponieważ znajdowałam się w nim w sytuacji, w której okazywało się, że muszę wrócić do szkoły podstawowej, ponieważ nie skończyłam żadnej szkoły. Który przedmiot poszedł mi tak źle?

Geografię sobie wybaczyłam, ponieważ często łączona jest z prozopagnozją.

Do matematyki służy kalkulator.

Fizyka, rzecz względna.

Od przecinków w języku polskim są korektorzy.

Z nauk biologicznych mam dyplom najlepszej uczelni w kraju.

To historia będzie.

Nadrobię.

Nie zdziwiło mnie, a wręcz usprawiedliwiłam samą siebie w mgnieniu oka z braków w tej materii, ponieważ … podręczniki, na których kartkach zapisana była historia, a które oficjalnie stosowane były jako materiał edukacyjny, po pobieżnym nawet porównaniu ich z treścią faktyczną, i przy całym moim poszanowaniu dla słowa pisanego, materiałem były edukacyjnym, owszem, ale przydatnym wyłącznie na poziomie edukacji przedszkolnej, na lekcji pt. „Jak prawidłowo sprzątać po swoim zwierzątku”.

Jak można było tak spierdoli …. niezrozumiałym wydało mi się, dlaczego, z jakich powodów, ale to z jakich powodów historia o tak bogatej i ciekawej treści, została ubrana w tak martwą formę? Jak można było już na starcie zabić jej odbiorcę? Jak? Jak? Jak? 

Na szczęście, zanim zapętliłam się w tym pytaniu, okazało się, że nie tylko ja tkwię. POLSKA też zapętlona jest w pewnej warstwie czaso – przestrzeni. Czterdzieści lat. Stosując tą samą zasadę myślową, co i w swoim własnym przypadku, czego Polska nie przeżyła w sposób właściwy? Nie rozliczyła się ze sprawcami potwornych krzywd. Dokonywanych na obywatelach.

„Obywatelstwo jest unikalną więzią, jednoczącą ludzi o wspólnych ideałach. Wierzą oni w prawo i wolność, które gwarantuje Konstytucja Stanów Zjednoczonych”.

Pierwszą więzią, jaką człowiek nawiązuje w życiu, jest więź z rodzicami.

Tych się nie wybiera. Moi już nie żyją. Byli zajebiści.

Zadaniem rodziców, jest nauczyć nowego człowieka słów. Za ich pomocą, komunikujemy się ze światem zewnętrznym. Innymi ludźmi. Wchodząc tym samym w relacje.

Słowa.

Za nimi idą czyny.

Właściwa relacja zaczyna się od znajomości trzech podstawowych słów.

Kolejność dowolna. 

Ja zazwyczaj zaczynam od „przepraszam”.

Z góry, za własne niedociągnięcia, albo że mi się chce. Najczęściej, że zawracam głowę.

Następne jest „proszę„.

Coś chciałabym tobie dać. Rzadziej, ponieważ życie nauczyło mnie bycia samodzielną, „proszę pomóż„.

Ostatnim słowem, otwierającym każdą relację jest „dziękuję”.

 „dziękuję„, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję.

Kolejną, po ojczyźnie i rodzicach, więzią którą człowiek ma nawiązać, jest relacja z partnerem.

Hm.

Niewiele ludzi na ziemi wierzy w istnienie przyjacielskiej relacji między kobietą, a mężczyzną. Podobno świat na pośladkach się opiera. Ja jestem jednak wyznawczynią teorii, że od przyjaźni się zaczyna, a pośladki są po prostu tej relacji wypadkową. Wisienką na torcie.

Jak już nakreśliłam powyżej, podstawą każdej relacji, nie wchodząc w teorię świadomości, jest rozmowa. Nie inaczej, a może zwłaszcza, jest w przypadku relacji damsko – męskiej, potocznie zwanej związkiem partnerskim. Jak nie ma rozmowy, nie ma relacji. Jest dramat. Nie spisywalny gdyż tak powszechny, że … dramat.

Chcąc nie chcąc, rozmowa jest ubranym w słowa „oczekiwaniem”, wobec drugiego człowieka. Na ruch, spojrzenie, gest, oznakę bycia. Tu i teraz.

Będąc tam i wtedy …

Siedziałam w nieznakowanym policyjnym radiowozie, czekając na osadzenie w areszcie śledczym. Jak zwykle, wyszłam poza kartezjański układ czasoprzestrzeni, i czytałam to, co ma do powiedzenia drugi człowiek. Oprócz mnie, ludzi było dwóch. Z peselu, jak podejrzewam, mężczyzn. 

Od mężczyzn oczekuje się … 

Trafiłam kiedyś na listę „oczekiwań” względem poszczególnych płci. Nie czas i miejsce na rozwijanie tematu, ponieważ kontrowersyjny, ale na pierwszym miejscu na obydwu listach wymieniona była cecha, jaką jest lojalność.

Prowadząc w błagalnym tonie dyskusję z funkcjonariuszami służb państwowych, z jednej strony o pomoc w wyjściu, a z drugiej o pomoc w kupieniu papierosów, które na dzień dobry ułatwiłyby mi szybsze nawiązanie relacji z towarzyszkami wycieczki …

Ton mój błagalny musiał być wyjątkowo męczący dla jednego z funkcjonariuszy, ponieważ wysiadł z samochodu. Drugi po nim też. Jego zmiana pozycji na „zewnętrze” spowodowana była prawdopodobnie jednak chęcią zażycia świeżego powietrza, oraz ledwo co wyszłszych promieni słońca. Pomiędzy jednymi rzucanymi od niechcenia równoważnikami zdania a drugimi, wyłapałam treść … zamilkłam, i zaczęłam błagać, ale w duchu, i o coś zupełnie innego.

O Legię Cudzoziemską. I pseudokibiców. 

O tych pierwszych, ponieważ, pomimo specyfiki tej jednostki, którą porównać można do ciągłego wrzenia mieszaniny w tyglu kultur i narodowości, finalnie wychodzi z niej facet o ukształtowanej dyscypliną, i poczuciem braterstwa tożsamości. Wiedząca kim jest, po co jest, i czego chce. Nie bojąca się samego siebie. Dodatkowo, z ugruntowanym światopoglądem.

Wypróbowani w trasie uczą się myśleć. Sublimować myśli w substancje …

… może zwłaszcza w kwestii potrzeb.

„Papierosy, zupa i kobiety”. „Położyłbym się w wannie na godzinę”. 

Brzmi prosto? Dla mnie gęstość ich treści, jest wyjątkowo wyrafinowana.

I gdyby taki facet stał wtedy przy policyjnym, nieoznakowanym radiowozie, pobierając państwową pensję, oraz zależne od niej honory, zapewne wiedziałby, że nieoznakowany policyjny samochód zaparkowany jest przy krawężniku, przez który wielokrotnie została przelana krew, aby on ten samochód służbowy mógł prowadzić, w imię służby ojczyźnie. 

A nawet gdyby nie wiedział, to „obczajałby teren”. Jak to w zwyczaju ma, a przynajmniej, powinien mieć osobnik odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa. Zwłaszcza w sytuacji będącej transportem aresztowanego.

I gdyby obczajał teren, a nie bezbrzeżne granice oceanu swojej fruwającej tępoty, i potrafił czytać litery, to nawet nie wiedząc gdzie jest, dowiedziałby się.

I wtedy może, zamiast rzucania ponad moją głową równoważników zdań opiewających geniusz systemu penitencjarnego („zapierdalasz w łagrze cały dzień za łyżkę kaszy”), jaki panuje w państwach totalitarnych …

… na prawdę, nie mnie ignorował.

źródło: http://patriotycznykrakow.pl/index.php/2017/11/03/krakowskie-obchody-upamietniajace-ofiary-komunizmu/

Nie mnie obraził.

źródło: Onet.pl, link poniżej

Mężczyzną jest się z z hukiem, i historycznym pierdolnięciem.

A nie pierdolnięciem takiej głupoty, że obcej osobie, po 15 minutach rozmowy, jest za kolesia bardziej wstyd bardziej, niż za fakt, że zaraz będzie siedzieć w więzieniu. bardziej.

Co prawda, aby przejść pierwszy etap weryfikacji do służby w najbardziej elitarnej jednostce wojskowej świata wystarczy podciągnąć się 7 razy na drążku. Służba w policji natomiast wymaga … chyba tylko i wyłącznie obecności na służbie. I o ile wykonywanie rozkazów dowódców jest tej służby kwintesencją, …

… tak kto, i jakie rozkazy wydawał owemu „kierowcy”, że pod tablicą upamiętniającą … wszystko … piał peany na cześć systemu, z powodu którego tablica zawisła w ogóle.

„AK, Narodowe Siły Zbrojne, Bataliony Chłopskie, PPS, Polska Podziemna Armia Niepodległościowa, Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość …

… za pierwszą linia frontu szło NKWD z gotowymi listami, na podstawie których zatrzymywano żołnierzy i działaczy organizacji niepodległościowych. Wywożono ich w głąb Rosji lub skrytobójczo mordowano; drugiej fali aresztowań i prześladowań dokonali funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa.

Celem komunistycznych oprawców było przedstawienie swych ofiar: opozycjonistów, partyzantów, członków podziemia – w jak najgorszym świetle i sprowadzenie ich do roli kryminalistów”.

Silne wojsko i nikły „element” społeczny, to dwie kwestie, które odpowiadają za … ład społeczny. Politykę wewnętrzną państwa. Jakiegokolwiek. 

Co ciekawe, specyfika Legii Cudzoziemskiej stanowi unikatowe połączenie obydwu, ponieważ … dopiero od niedawna nie są przyjmowane w jej szeregi osoby poszukiwane przez INTERPOL. Na resztę przymykają oko. 

Ponieważ na czas służby, zmieniana jest tożsamość, co uniemożliwia identyfikację osobnika, to „Kiedy ginie >nikt<, to nikt nie ginie”. Czyż może być coś wygodniejszego dla polityków?

Utrzymywanie ideologicznej ciągłości pokoleniowej.

Umożliwia to wycieranie sobie historią twarzy.

Pamiętacie akapit o tym, że nie poznaję się w lustrze? Odnoszę czasem wrażenie, że skoro nie pamiętam, jak wyglądam, to trochę tak, jakby mnie nie było. Ale wiem, że jestem.

Ojczyzną hooligaństwa są trybuny. Tam dowodzą, że istnieją. Że chodzą po tej ziemi.

Przywołałam ich wtedy w myślach, ponieważ lojalność jest cechą, którą cenią najbardziej.

We wszystkim, co robią, dają z siebie ponad 100 %. Często żyją pomimo wszystko, i na przekór każdemu. W byciu .. Są. Są nie do pokonania.

Od wczoraj pseudokibice. Od dzisiaj Legioniści.

Pomimo różnic w barwach klubowych, potrafią się zjednoczyć, i iść ramię w ramię. W imię obrony wyższych wartości.

Ale tym, co w nich cenię najbardziej jest to, że „lecą za swoje”. Bo chcą.

Lustro najbardziej elitarnej jednostki bojowej na ziemi. 

Tyle że, oplute. 

Czym? 

Faktem, że pod „Polską” służą kolesie …

 Odrzucając kontekst patriotyczny, w powyżej przytoczonej historii nie szło o ideologiczne opowiedzenie się pomiędzy „system totalitarny”, jakikolwiek w zasadzie, a „demokracja”. Wydało mi się po prostu po ludzku nie tyle dziwne, co mało logiczne, że facet ten tracił czas na pianie peanów na cześć systemu pod tablicą upamiętniającą jego ofiary, zamiast spakować maniery, i piać peany, ale tam gdzie trzeba. Pod tablicą upamiętniającą ów system. Chociażby. Na odpowiednim posterunku.

Honor i wierność. Motto Legii Cudzoziemskiej. Ale też, i „pseudokibiców”.

Zarówno lojalność, jak i jej brak lojalności to jednak cecha nabyta, więc, o ile prorokiem nie jestem, a tylko logicznie myślącą istotą, że i na właściwym miejscu koleś ten, po bliższym zapoznaniu się z … regułami … szybko obrócił by się w stronę systemu, którego obrońców tak honorowo sponiewierał.

Stąd konkluzja, że tam też by go nie chcieli. Na szczęście, nie miałam możliwości przekazać panu wniosków płynących z moich przemyśleń, ponieważ mogły by negatywnie wpłynąć na jego poczucie własnej wartości. A to i tak zdycha u mężczyzn nacji polskiej. To musi być niezmiernie smutne, nagle stanąć twarzą w twarz z prawdą o sobie, że jest się chorągiewką? Nielojalną wobec siebie?

Być lojalnym wobec siebie trzeba być również w związku.

Partner jest finalną więzią, jakiej nawiązanie człowiek ma za zadanie w życiu. Za znalezienie swojej drugiej połówki większość przedstawicieli gatunku ludzkiego obiera swój życiowy cel. I jest to właściwe, ponieważ nie stworzony człowiek został do samotności.

Tyle że, w życiu, a co za tym idzie, stosunkach koleżeńskich, a co dalej następuje, partnerskich, wyznaję zasadę, „nie pomagasz, to przynajmniej nie przeszkadzaj”. 

Hm.

Szeroko znana szemrana reputacja, gorzej niż feministka, ponieważ stojąca po stronie szacunku i wolności dla człowieka, rozwiązła, blachara, bezpruderyjna, skandalistka, posiadaczka dwóch psów, leniwa, ordynarna, niesamodzielna, egoistka, chodzące kłopoty,  imprezowiczka, bałaganiara, słaby kontakt z rzeczywistością, z dodatkowymi skłonnościami do jej nadinterpretacji (jak już nastąpi kontakt ten), żarłok (z tendencjami do tycia), zapominalska, nierozsądna finsnsowo, przez co tonąca w długach, karana …

No nie pomogę żadnemu mężczyźnie.

Partner to przywilej. Druga osoba, która bierze nas takich, jakich jesteśmy. Nie jakich „gramy”. Nigdy nie potrafiłam grać. Stąd zapewne nie zostałam aktorką. Choć powyższe brzmi, jak życiorys jednej z nich. A z aktorkami się spotyka, a nie żeni. Pożegnawszy się więc z białą sukienką …

… będąc więc wolną jak ptak, zaczęłam myśleć o podróży zarobkowej do innego kraju.

Z szybkiej, acz gruntownej panującej wsród narodów analizy sytuacji ideologicznej, wychodziło na to, że istnieje duża szansa, że tracić poczucia self-lojalności nie będę musiała, ponieważ jest na świecie kraj, gdzie poczucie tożsamości narodowej jest, choć okazywane w sposób różnorodny, to jednak cenione, tak jak cenią oni wysiłek naukowy, który też prezentowali na wyżej, niż światowym poziomie.

No c’mon, Ojczyzna, która dała Światu Arethę Franklin, Snoop Doga, J.Lo, Miley Cyrus, Britney Spears, i całą resztę ferajny … musi być zajebista.

Co prawda, sytuacja, w jakiej się znalazłam pozwalała mi jedynie na marzenia, ze przeżyję podróż życia, ale podczas płynięcia tam wpław, to … hej, inni za wolność do boju szli, czemu miałabym nie pójść i ja?

Decyzja została podjęta, pozostało przejść do czynów, a nie chcąc tkwić ani jednego dnia dłużej, postanowiłam zrobić to właściwie, czyli upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Szukając inspiracji, okazało się, że Home dreamt Country America pozwala podobnym mi twórcom działać i rozwijać się pomyślnie, zwłaszcza, jeśli realizowali nietypowe projekty. Jednym z odważniejszych jest „No Seconds”. Ostatni posiłek skazanego na śmierć. Brzmiało idealnie, ponieważ czułam, że każdy dzień pobytu tam, gdzie byłam, nieuchronnie zbliżał mnie do śmierci. 

Mój dotychczasowy patriotyzm nie pozwalał mi jednak zostawić w spokoju krzywd nie naprawionych przez „rządzących”, czyli tych, z którymi czułam, że mi nie po drodze, a którzy z niewiadomych mi przyczyn wpierdalali się z butami w mój … przepraszam, krajowy życiorys. 

Wycierając sobie przy okazji nim twarz.

Ale … nie mam w zwyczaju żywić uraz. Każdego przecież może ponieść w życiu impreza.

na zdrowie

Badania naukowe to chęć zrozumienia pewnego zjawiska.

Robiąc z magisterium serwetkę, zaczęłam się więc zastanawiać, jak to jest wycierać sobie kimś twarz? 

Sprawdźmy to.

Studencka impreza w opozycyjnych warunkach idealną okazją do robienia pamiątkowych zdjęć.

Jak to w przypadku studenckich imprez bywa, obecne jest wino. Choć niezbyt kosztowne, tak etykieta wymowna.

Tożsamość.

I o ile wino niezbyt drogie, tak …

Wiedzieć kim się jest.

Bezcenne.

Trochę wina … słodyczy.

Studia w Polsce są darmowe. Ma to umożliwić równy start w przyszłość każdej jednostce, która okaże się na tyle wytrwała w zdobywaniu wiedzy, oraz zdolna do jej późniejszego wykorzystania, że status majątkowy, i pochodzenie, nie powinny przewyższać naturalnie przydanych, jak i ciężko wypracowanych cech osobowości.

Mój status majątkowy zawsze żaden, jak i pochodzenie. Bida aż piszczy ze zdjęć, a i rodzice zawsze obecni byli tylko symbolicznie. Ale, wpadli na imprezę na chwilę.

Ojca symbolizuje wartościowa literatura prasowa, prezentująca każdą stronę światopoglądu. Dzięki temu wypracowałam krytyczny sposób patrzenia na, oraz takiż odbiór rzeczywistości.

Matka, w postaci ciepłych uczuć, które wyrażane za pomocą emocji, nie pozwoliły na zachowanie ostrości przy robieniu zdjęć do albumu rodzinnego.

Choć nie obejmująca całości zagadnienia, to w błysku fleszy pędząc rozmazaniem, aby uwiecznić rozpierającą ją radość i dumę.

Wystarczy ochłonąć …

wystarczy ochłonąć, i pełen zapis tego, na co szły wysyłane ukochanemu dziecku przez cały okres pobierania studiów apanaże.

„Skąd ty dziecko zamierzasz brać pieniądze od teraz, jak ty taka dziedzina nauki niestandartowa” – zapytał tata.

„Nie wiem ojciec. Wygadanam i niegłupia, to może w politykę ja bym poszła” – odpowiedziało dziecko.

„Polityka to ciężki kawałek chleba” – odrzekła głowa rodu.

„A tam ciężka” – weszło w dyskurs latoroślne, a wyszczekane cielę – „rzucisz na papierze drukiem dobrą kiełbasę wyborczą, i stołek gotowy”.

Co prawda, co kadencję powinna zostać przeprowadzona weryfikacja …

Z kiełbasą jest tak, że weryfikuje się ją organoleptycznie. Co kadencję, tfu, co kęs. Ta akurat była dobra. Tak dobra, że smak ten mógł trwać latami.

Jako że okazja niepowtarzalna, pozwoliwszy sobie na weryfikację smaku obietnic wyborczych za pomocą dodatków, które wyostrzą spojrzenie, przepraszam, smak potrawy …

… wychodzi na to, że ta prawica w Polsce, to jakieś diabelstwo jest ! Narosłe na karty jej historii jak obca kreatura, wyłaniająca się przy względnym spokoju, by pożreć obywateli, którzy spokój ten, i dobrobyt gwarantują.

niezależność prasy, tfu, wolność słowa, tfu, papier chcieli jeść … nienażarci jeszcze, czy co?

Na całe szczęście, interwencje obcych, bywają wskazane. Paradoksalnie.

Tak jak i w przypadku keczupu. Pomidor to jeden z niewielu produktów spożywczych, który dopiero poddany obróbce technologicznej wykazuje wzrost aktywności cennych składników w nim zawartych.

Chwila przerwy w imprezowym nastroju, by porozmawiać o przyszłości na poważnie, stąd, posiłek trochę bardziej poważniejszy. Poważne pytania.

„Czy myślisz dziecko, że na podstawie swojego wykształcenia, uda ci się w tym kraju znaleźć pracę, która pozwoli zarobić tobie na posiłek taki, jak chociażby ten?” – zapytał ojciec. Matka milczała.

„Nie ojcze” – odpowiedziało poważnie dziecko – „w chwili obecnej stać mnie będzie jedynie na posiłek, jak ten”.

i choć w patriotycznych barwach, a i z keczupem ulubionym …

Kurtyna.

A co po imprezie?

Zupa regenerująca. Ale uwaga.

Nastrój typowy dla imprezowicza może utrzymywać się na dzień i drugi. Do objawów typowych zaliczyć można mruganie do nas zupy okiem.

Wszyscy jesteście wolni. Ktokolwiek nie jest przeciw, jest za.

Po czym, odważnie robimy krok na przód.

A wszystkim tym, którzy tak jak ja, borykają się z niemożliwością zrobienia kroku na przód.

No worries.

Robota w kraju dopiero się zaczyna.

Jaka?

O ile historię nadrobiłam, tak została mi jeszcze ekonomia. Tej w szkołach nie uczą. A szkoda.

Jednak, jako że coś tam z wykształcenia w zakresie technologii gastonomicznej liznęłam, umiejętność optymalizacji ergonomii tychże procesów przełożyła się u mnie na pieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu. Również, a może i zwłaszcza myślowych.

Stąd też, nauczyłam się, przy okazji nadrabiania zaległości z historii, kilku prawd z kategorii nauk polityczno – ekonomicznych. Nowo nabyte informacje pozwoliły mi na realną ocenę otoczenia gospodarczego kraju w kontekście prognozy prawdopodobieństwa zwrotu poczynionych własnych inwestycji.

Uprzednia nieznajomość twardych zasad, jakimi rządzi się biznes, poskutkowała tym, że moja inwestycja w polskę swojego potencjału ekonomicznego, ale przede wszystkim osobowościowego, zwróciła się z wynikiem w postaci 12 groszy.

Hm. 

Z inwestowaniem jest tak, że największy zwrot prezentują te długofalowe. Zapakowałam więc te zarobione 12 groszy w kopertę, zaadresowałam w kierunku Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, z uprzejmym liścikiem przeprosinowym, że dotacja jest w tak niewielkiej kwocie, oraz, adnotacją, że nie podejmuję już ani dnia dłużej funkcji dzwonkowego, którego to zadaniem jest brzęczenie owymi grosikami w owej kopercie, żywiąc nadzieję, że radosny dźwięk ten obudzi kogokolwiek. Do czego? Do zejścia ze swoich spiedestalizowanych stołków, i wzięcia się do pracy, którą na barki wzięły instytucje charytatywne.

Prognozując więc, przyszli, tudzież potencjalni inwestorzy, szukać będą rozrywki z kategorii płynącej z gier MMORPG. Jeśli oczywiście kraj będzie miał szczęście, i znajdą się chętni na inwestycje finansowe w cywilizowanie średniowiecza, bo za ten stan mentalny odpowiedzialny jest ustrój. 

Dieta Minima, aka Anna Grega

p.s. W życiu najcenniejsze są wspomnienia.

Ze studiów najprzyjemniej wspominam Mistrzostwa medyczne. Współtworzenie zwycięskiego zespołu, którego celem była „interdyscyplinarna opieka nad chorym na każdym etapie opieki medycznej” było wielki zaszczytem.

Odpowiedzialna byłam za ustalenie strategii żywieniowej pacjenta, oraz zalecenia powypierdalajpisowe.

W okresie przedwiosennym, często narażeni jesteśmy na ataki przeróżnych wirusów. Wynika to głównie z przemęczenia organizmu, wywołanego koniecznością odpierania ataków, czy to zimy, czy politycznych. Skutkuje to obniżeniem sprawności układu odpornościowego.

Jak zacząć życie na wiosnę, aby nie dać się wirusom, oraz zmęczeniu, w tym również psychicznym?

I nie wykończyć się przy tym finansowo?

Życie zaczyna się od jedzenia. 

Żeby jednak mieć ochotę jeść, tzw. apetyt, trzeba go posiadać przede wszystkim na życie. 

Ten natomiast wynikiem bezpośrednim jest sytuacji społeczno – politycznej kraju, w jakim przychodzi nam funkcjonować. I dobrze, jeśli apetyt jest, chociażby na krew wrogów.

Co jeśli jednak odczuwamy spadek nastroju, co przekłada się na upadek komunizmu, tfu, apetytu?

Zasięgnąwszy do sprawdzonych, gdyż babcinych metod, stworzyłam poniższą „kurację”. 

W pierwszej kolejności zapewniamy odpowiednią ilość nawodnienia. Ku temu służyć najlepiej będą:

1. napar z imbiru – korzeń imbiru długości około trzech centymetrów obrać ze skórki, pokroić w plasterki, zalać wrzątkiem. Powinno trochę szczypać i piec, intensywność wrażenia powinna odpowiadać pieczeniu, jakie odczuwa na tyłkach obecna władza. Popijać gorący niewielkimi łykami, każdy symbolizujący … a kto nam tam najmniej odpowiada.

2. suszona aronia – Stosować w przypadku braku mrożonej. Postępować tak, jak z imbirem. Ilość do naparu? Im większa, tym lepiej. Uwaga, napar taki, oprócz prozdrowotnych właściwości w kierunku dróg oddechowych, posiada również właściwości ściągające śluzówkę. Ułatwia zbieranie śliny na plucie.

Następnie, dokonujemy czynności, które umożliwią relaks i regenerację wszystkim komórkom naszego organizmu, które wyczerpała polityka. W tym celu, potrzebne będą: gorąca kąpiel, świeża pościel, wełniane skarpety, sól kłodawska ,spirytus dobrej jakości, tłusty krem, długa, spokojna drzemka, inspirująca lektura, nieopłacanie abonamentu RTV. 

Bierzemy gorącą, relaksującą kąpiel, pozbywając się niemiłosiernie frustrujących nas politycznych myśli, zanim dopadnie nas nowotwór. Oni to nowotwór, nie wy. Wchodzimy do miejsca sypialnianego, gdzie raczymy się krótką chwilę widokiem świeżej pościeli. Usadowiwszy się pośród niej, wsypujemy po niewielkiej garści soli kłodawskiej do każdej ze skarpet. Dopóki mamy jeszcze skarpetki, a i stać nas na sól. Każdą ze stóp smarujemy tłustym kremem, co zarówno zabezpieczy je przed wysuszającym działaniem alkoholu, jak i przyspieszy wyślizgiwanie ze stołków komunistycznych syfiarzy.

Następnie oklepujemy każdą ze stóp garścią spirytusu, tak jak w końcu twarze „pobratymców”, ale nie tych co trzeba, wkładamy skarpety, po czym zawijamy stopy w kołdrę, aby je rozgrzać, dodając tym samym otuchy ofiarom łapanek. Następnie, smarujemy tymże samym kremem klatkę piersiową, doceniając fakt, że odwaga w młodych narodu jest, po czym oklepujemy z dumą tąże pierś, za pomocą spirytualium stężonego w procentach mniej, niż duch młodych narodu. Jeśli brak możliwości poklepania z dumą wyżej wspomnianych. Nie oglądamy wiadomości telewizji państwowej.

Następnym krokiem jest nieprzerwana self-dostawa pożywnej zupy, dopóki ceny w sklepach skorelowane z naszymi możliwościami zarobkowymi, pozwalają nam na funkcjonowanie. W tym miejscu zwracamy szczególną uwagę na zalecenie dotyczące odcięcia się od oficjalnie podawanych informacji, ponieważ pewnych rzeczy nie da się słuchać, nie plując zupą po stole.  A szkoda pluć dobrą zupą po stole. Zwłaszcza, jeśli poddamy informacje obiektywnej krytyce.

Co natomiast w przypadku, kiedy osłabienie odporności dotknie osobę „po 18 roku życia”?

Stosować powyższe, z dodatkowym zaleceniem, aby „zakasłać skurwysynów”. 

A, ostrzeżenie medyczne. Stosować ostrożnie i z powagą u osób nie będących poddanymi operacji resekcji wyrostka robaczkowego. Gdyż można dostać jego ataku, i to ostrego. Ze śmiechu. I chociaż dane bibliograficzne milczą na temat tego akurat związku przyczynowo skutkowego, tak za czasów jednego związku byliśmy „najweselszym barakiem” w całym obozie. I tego też bym się trzymała. 

d.m.