DM

Smak 2

Nieograniczony dostęp do pożywienia jaki panuje w cywilizowanych społeczeństwach dzisiaj, warunkuje zmiany nie tylko na polu wskaźników epidemiologicznych ale wykazuje głęboką ingerowalność w relacje międzyludzkie, które opierają się dziś o coraz bardziej skomplikowane mechanizmy – głównie psychologiczne.

Zwłaszcza szkodliwe i niekorzystne oddziaływanie tego zjawiska obserwuje się na polu życia rodzinnego które w dramatycznym wręcz stopniu ulega destabilizacji i dezintegracji. 

Zarówno z antropologicznego jak i ekologicznego punktu widzenia – energię którą do tej pory stadne osobniki wkładały w zdobywanie pożywienia i takie układanie relacji aby zachowane były naturalne kompetencje płci w obrębie utrzymania gatunku i zapewnienia bezpieczeństwa jego najmniejszym przedstawicielom –  my dziś pożytkujemy na lifestyle, czyli poprawę jakości warunków bytowych. 

I generalnie jest to ok, gdyż człowiek zaprogramowany jest na wzrost, ale chyba rośniemy nie w tym kierunku co trzeba. 

Uwidocznione to jest nie tylko poprzez wspomniany już wcześniej wzrost wszystkich wskaźników dotyczących tzw. chorób cywilizacyjnych, czy też żywieniowo zależnych (zwał jak zwał), ale również, a może przede wszystkim przez osłabienie więzi międzyludzkich, oraz zupełnie inny, jak już wystąpią, przyświecający im cel. Co, wedle źródeł z zakresu antropologii –  stanowi zagrożenie dla ewolucji, czyli śmierć gatunku (tzw. pierwsza śmierć). 

Tą niekorzystną tendencję zauważył  już pod koniec lat 60. ubiegłego wieku John B. Calhoun. W tym duchu zaplanował i rozpoczął eksperyment który w założeniu miał zaobserwować jak potoczą się losy społeczeństwa jeżeli umieści się je w utopijnych okolicznościach. Czyli, mniej więcej, analogicznych do naszych.

Ideą stojącą za jego działaniem było pytanie – co będzie jeśli tak zaprojektujemy warunki bytowe dla konkretnej społeczności aby zredukować do minimum „śmierć ciała” (tzw. druga śmierć), czyli zadać jej śmierć. Podnieść śmierć do kwadratu. Zabić śmierć. (dokładniejsze rozwinięcie myśli badacza pod koniec tekstu).

Tak czy inaczej. 

Zapoczątkował on cywilizację myszy umieszczając je w idealnych, wręcz rajskich, z naukowego punktu widzenia warunkach, mianowicie odcinając ową cywilizację od wszelkich czynników które z ekologicznego punktu widzenia mogły by zahamować ów wzrost. Wyeliminował więc emigrację, niesprzyjające warunki atmosferyczne, choroby i drapieżniki oraz zapewnił nieograniczony dostęp do zasobów takich jak pożywienie, woda, przestrzeń oraz materiał do zakładania gniazd. 

Nie wgłębiając się w techniczne szczegóły – po prostu stworzył myszom raj, zaludnił go 4 parami osobników, za wskaźnik jakości mysiego lajfstajlu przyjął produktywność grupy wyrażającą się w jej liczebności, jakości troski jaką młode osobniki doznawały od matek oraz zachowaniem samców w grupie i 9 lipca 1968 roku zaczął obserwować co będzie się w owym raju dziać. Zanotowane obserwacje podzielił na cztery fazy. 

Faza pierwsza, tzw. A, trwała 104 dni i w ciągu tego czasu myszy wprowadzały się, urządzały sobie gniazda, ogarniały co i jak i gdzie oraz dobierały się w pary. Taki nowo osiedlowy rozgardiasz.

W Fazie drugiej, Fazie B, która zaczęła się dnia 105. wraz z narodzinami pierwszego potomstwa zaczęto obserwować podwajanie się populacji myszy co 55 dni, stąd też nazwana jest fazą dynamicznego wzrostu. Zaczęto również wtedy zauważać tworzenie się „mysich” grup społecznych oraz ustalanie w nich hierarchii. W kontekście relacji związanych ze zdobywaniem pożywienia – skoncentrowały się one na wykorzystaniu dostępnych, czyli nieograniczonych, zasobów do maksimum. Poskutkowało to eksplozywnym wzrostem populacji a małe mysiątka miały jak w raju – doznawały dobrej opieki matczynej oraz były wcześnie socjalizowane. Ah. 

Po czym, coś zaczęło iść nie tak. 

Faza trzecia – C zapoczątkowana została poprzez spowolnienie wzrostu populacji. Zanotowano również poprzez wzrost współczynnika resorpcji płodów, co jest to interesujące gdyż zjawisko to zdarza się w naturze wtedy, gdy nie ma zabezpieczonych wokół zasobów gwarantujących utrzymanie ciąży i wykarmienie potomka. W połowie tego okresu pojawiły się również destrukcyjne schematy. Wśród najpoważniejszych z nich wymienić można chociażby ten,  że wszystkie młodo narodzone zostały przedwcześnie odrzucone przez coraz bardziej agresywnie nastawione do życia matki, które swoje naturalne opiekuńcze instynkty przekonwertowały na toczenie „wojny płci” celując w najwyżej postawione w hierarchii samce. 

Co do mysich potomków – przedwczesne odrzucenie przez matki oznaczało to że wchodziły one w niezależne życie nie wytworzywszy uprzednio więzi dzięki którym nabrały by jakichkolwiek kompetencji umożliwiających im spełnione (dokonując adjustacji na mysie standardy) życie.

Co do samców.  Eh. skrócę dość smutne w wyrazie konkluzje i ograniczę się do esencji – te terytorialne stały się bardziej terytorialne, te spokojniejsze natomiast wycofały się z życia kompletnie. 

Faza czwarta – D, Faza Śmierci. W dniu 920 obserwacji zaobserwowano ostatnie poczęcie, natomiast na dzień 1780 przewidziano śmierć ostatniego samca w grupie. Postawiło to pod dużym znakiem zapytania dotychczas ugruntowane przekonanie o przetrwaniu gatunków, w myśl którego nawet nieliczne pozostałe osobniki danej społeczności są w stanie zainicjować jej odrodzenie, ponowny wzrost. 

The badania End.

Naukowcy zazwyczaj odczuwają satysfakcję kiedy wyniki prowadzonych  przez nich (zwłaszcza kilkuletnich) badań potwierdzają postawione na początku hipotezy. Satysfakcja Johna B. Calhoun’a musiała jednakże należeć do gatunku smutnych kiedy pisał on że „młode osobniki urodzone w warunkach takiego rozpadu ładu społecznego odrzucane są przez matki i innych dorosłych osobników”, a same młode osobniki opisywał jako „autystyczno – podobne stworzenia zdolne wyłącznie do najprostszych zachowań zmierzających do przetrwania w sensie fizjologicznym”, których „duch umarł”. Chociażby. 

Swoje wnioski zsimplifikował on dość konkretnie w poniżej przedstawionym równaniu:

Śmierć procesu ewolucji, jej zaprzestanie – pierwsza śmierć

Śmiertelność, śmierć ciała = druga śmierć

Drastyczna redukcja śmiertelności

= śmierć drugiej śmierci

= śmierć podniesiona do kwadratu

= (śmierć)2

(Śmierć)2 prowadzi do rozkładu więzi społecznych = śmierć ładu społecznego

Śmierć ładu społecznego prowadzi do śmierci duchowej = utrata zdolności gatunku do angażowania się w zachowania niezbędne do jego przetrwania

=pierwsza śmierć

Ergo (śmierć)2 = pierwsza śmierć

Oczywiście, wnioski odnosił do cywilizacji mysiej, jednakże, co ciekawe, cytując pierwsze zdanie z oryginalnego tekstu publikacji, myśl jego krążyła wokół gatunku ludzkiego, uzdrawiania, życia i ewolucji w kontekście zagrażających im czynników. 

Rozpatrując więc w  tym kontekście człowieka jako „ostatniego Mohikanina ewolucji” a raczej jako jej „wisienkę na torcie”, zadajmy sobie jedno proste pytanie – czy jest sens poświęcać światło ewolucji dla własnej organoleptycznej przyjemności, rozumianej w kontekście nieograniczonego zaspokajania zmysłów, tudzież ambicji? Czy warto? Czy warto się, kolokwialnie acz dosadnie rzecz ujmując, tłuc?

Aby scalić powyższe pozwolę sobie odnieść kontekst powyższych obserwacji do innych badań, mianowicie najdłuższych badań obserwacyjnych w historii badań obserwacyjnych – The Great Harvard’s Study About The Joy of Life. 

Obserwując przez 80 lat populację mężczyzn, naukowcy z Harvardu dowiedli że tym co najbardziej wpływa na długość i jakość życia nie są pieniądze czy sława, a bliskie i ciepłe relacje, zwłaszcza w małżeństwie. Co ciekawe – wykazano w tym badaniu że poziom satysfakcji z relacji był lepszym predyktorem zdrowia niż poziom cholesterolu. 

Mam nadzieję że Calhoun nie miał racji twierdząc że Mysia utopia nas kiedyś dopadnie. Chociaż, gdyby mnie zapytano o zdanie, a mam świadomość że wniosek mój wartość ma jedynie anegdotyczną, nie zbliżając się nawet do jakiegokolwiek kryterium wnioskodawczego – według mnie proszę szanownych Państwa, jako gatunek znajdujemy się w 3 fazie badania, tzw. Fazie C, a jakość większości naszych relacji tkwi w czarnej d…. 

Ekhem. 

Jeśli chodzi o jakość relacji a co za tym idzie poziomu szczęścia –  tkwimy w mysiej dziurze. 

Dotyczy to również, a może przede wszystkim, relacji które krążą dookoła stołu.

Jednakże –  z nadzieją patrzę w przyszłość, choć wojuję.

Ale bronią której używam jest Pure Love

Dieta Minima