DM

Wehikuł czasu

Celebryci mają to do siebie, że wypowiadają się publicznie na przeróżne tematy. I dzięki temu są celebrytami, albo też właśnie to warunkuje należenie ich do tego grona. W ten mechanizm nie wnikam. 

Do grona pierwszoligowych polskich celebrytów zaliczyć należy Małgorzatę Rozenek. Popularność przyniosła jej rola Perfekcyjnej Pani Domu, wcielając się w którą to postać, niosła odsiecz gospodyniom w walce z domowym bałaganem. 

Pani Małgorzata od czasu pamiętnego programu nie schodzi z języków magazynów plotkarskich, tudzież opiniotwórczych, w należnych dla siebie oczywiście kategoriach. 

Treść jednej z niedawno udzielonej publicznie wypowiedzi dotyczy żywieniowego sposobu leczenia depresji. 

Temat zawsze aktualny, gdyż jesień zawsze nadejdzie, a wraz z nią sezonowe obniżenie nastroju, które to mamy w zwyczaju zajadać pysznościami.

Jeśli zajadamy w sposób nie kontrolowany, na wiosnę może to poskutkować jeszcze większą depresją, spowodowaną nadmierną ilością tkanki tłuszczowej, a raczej całym dominem naszej psychiki, które od niemożliwości dopięcia guzika w spodniach się zacznie sypać. 

W przypadku Pani Małgorzaty potrawą niosącą w jesień nadzieję jest purre ziemniaczane. A dokładniej – wypełniona nim po brzegi miseczka. Wyznanie to poczynione w periodyku „Fakt” nie zdobyło poklasku opinii publicznej. Nikt jej nie uwierzył, ba, została za wypowiedź niemiłosiernie skrytykowana. 

Tylko czy słusznie? 

W naukach z kategorii behawioralnych znane jest pojęcie „kotwic w odniesieniu do traktowania terapeutycznego pacjentów po przebytym wydarzeniu traumatycznym. W skrócie, chodzi o bezpieczne miejsce, osobę, wspomnienie, do którego straumatyzowany pacjent udaje się, a raczej w którym zaczepia swoją psychikę, aby odzyskać równowagę emocjonalną.

Depresja natomiast jest wymieniana jako jeden z „kwiatków” zakwitających na glebie psychiki osoby, która została … użyźniona przez wydarzenie traumatyczne. 

Czym natomiast jest wydarzenie traumatyczne? Nie czas i miejsce na licytacje i roztrząsanie. Wszystko zależy od stopnia wrażliwości i tego, jak podejdziemy do sprawy. Umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu zawiera się w koncepcji resillence. Gdzie tu miejsce na żywienie? 

Ja sama, jako dość straumatyzowana życiowo osoba wiem, co znaczy szukać ukojenia psychiki w jedzeniu. Wiele razy kompulsywnie podjadałam, aby zneutralizować jakoś stres, z którym wiązały się niemiłe wydarzenia. I żeby to jeszcze było coś złego! 

Naukowo i udowodniony i wyjaśniony mechanizm.

Tak jesteśmy po prostu skonstruowani.  

Zapach i smak. Potężne zmysły.

Ale. 

Jest różnica pomiędzy utulającym pożywieniem (ang. comfort food), a zażeraniem się za jego pomocą na śmierć. Cienka granica. Coś jak granica pomiędzy miłością a nienawiścią. Between love and hate. 

Wiecie jak ja rozumiem tą miseczkę wypełnioną po brzegi purre ziemniaczanym? Jak moje zmysły odbierają potrzebę przywołania tego samego, ale zupełnie innego niż u pani Małgorzaty Rozenek, momentu? Jak barszcz. Zabielany barszcz czerwony, z ziemniaczkami i koperkiem. 

I o ile przepis na najszybszy i najsmaczniejszy barszcz jaki znam wam podam, tak moment do którego nim wracam zostawię dla siebie. 

Buraki i marchewki obieramy i wrzucamy do gara w celu ugotowania.

Jak się ugotują, blendujemy. Podajemy z ugotowanymi ziemniakami, śmietaną i koperkiem.

Można podać z bobem.

Beetroots and pure love! 

D.M. 

p.s. Łatwiej będzie zrozumieć analogię niektórym przy użyciu przykładu z drugiej strony lustra. Zatrucie pokarmowe, czaicie? 

I o ile barszcz, zwłaszcza taki, zjem zawsze i wszędzie, tak kiszonej kapusty z mięsem – NIGDY.