DM

Spotkajmy się w pół drogi

zakupy

Czyli sztuka kompromisu.

Podobno magia w życiu zaczyna się dziać wtedy, kiedy spotyka się ze sobą dwójka ludzi, i oni nie dość że chcą, to jeszcze potrafią ze sobą rozmawiać.

Bez awantur, kłótni, upokarzającego despotyzmu, fochów, braku szacunku.

Ludzie. Wybraliście się na partnerów życiowych, to się szanujcie. Serio, leżenie na kanapie, marudzenie, wybrzydzanie i kombinowanie, jakby tu wysłużyć się drugim człowiekiem to wasz przepis na udany związek?

Znam lepsze.

Tyle że, trzeba wstać, może być z kanapy, i wyjść z siebie. Na przykład do pobliskiego sklepu warzywnego. I otworzyć się na drugiego człowieka. A zwłaszcza na to, co ma on do powiedzenia. I tego wysłuchać. Przy okazji na przykład robienia mu jedzenia.

Nie jest mi dane niestety być wszędzie, przy każdym stole, aby zebrać wystarczającą ilość danych, by móc wyciągnąć wnioski, czy ludzie rozmawiają o czymś innym niż jedzeniu, które na tym stole jest serwowane. Ba, czy w ogóle ze sobą rozmawiają.

Ale.

Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.

Sałatę oraz inne warzywka myjemy i kroimy na preferowane przez siebie kształty oraz wielkości. Wkładamy do jakiegoś adekwatnego naczynia. Odkręcamy tuńczyka, wyjmujemy go widelcem ze słoiczka i wkładamy do naczynia do którego uprzednio włożyliśmy pokrojone składniki sałatki. Mieszamy, niekoniecznie widelcem, można dłońmi. Ilość? Stosowna do osób które będą spożywać posiłek.

Zdjęcia procesu nie będzie. Musicie zrobić sami żeby zobaczyć.

Batatów nie obieramy, kroimy w … co nam się chce. Przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i robimy im masaż z oleju sezamowego oraz peeling z soli i pieprzu. Tak zadowolone z życia bataty wsadzamy do piekarnika do czasu, aż zrelaksują się na miękko.

Nakładając na talerz dbamy o zachowanie równowagi ilościowej względem stosunku zieleniny do batatów, jak i emocjonalnej, gdyż.

Jak się je posiłek z kimś kogo się kocha, to łatwo dać się ponieść emocjom i można np. rzucić w niego ogórkiem. Batatem nie radzę akurat rzucać, bo one pod wpływem ciepła miękną i rozpaćkują się.

I o ile jeszcze w domu ten numer przejdzie, tak w miejscu publicznym może już nie.

I nawet nie o to chodzi że rzucając kawałkiem jedzenia w miejscu publicznym w partnera czy partnerkę obciach zrobicie. Dobrany partner ten kawałek ogórka po prostu złapie i zje. Ze smakiem w dodatku. A jak nie złapie to podniesie z podłogi, zawinie w serwetkę i położy na stole.

Nie przerywając słuchania i patrzenia na was przy okazji.

Bo wie że wy za niego i dla niego nie takie rzeczy robicie.

Tylko że kelner lub inni goście przybytku mogą nie złapać dowcipu. A że od potężnej dawki miłości łatwo można popłakać ze wzruszenia się…

Chcecie to robić Bogu ducha winnemu kelnerowi? To wy go lepiej zaproście na ślub!

E voila.

D.M.