DM

Pure Love

Mężczyzna jest w stanie zakochać się w kobiecie w piętnaście minut, i działa to również w drugą stronę. Tyle że, potem zazwyczaj do głosu dochodzi rozum, a nie zawsze powinien.

Ponieważ wtedy do głosu powinno dojść serce.

Tak jak serce, w rozumieniu fizjologicznym, pompuje krew potrzebną do życia, tak miłość to czysta energia, bez której człowiek długo nie pożyje.

Serce, ale w rozumieniu duchowym pompuje energię potrzebną chociażby do tego, żeby napisać wiersz lub uprawiać seks. Jedno może wynikać z drugiego. Tak czy inaczej.

Koncepcja czystej miłości względem samego siebie, a co za tym idzie względem spożywanego przez nas jedzenia powstała na bazie wytworzenia analogii do tworzenia relacji z innymi, otaczającymi nas ludźmi.

Czerpiąc energię z więzi z drugim człowiekiem, to tak jak czerpać energię z jedzenia. I zarówno od jakości pożywienia, jak i jakości relacji, zależy to, na ile dostarczymy sobie samym energii, oraz czy będzie ona pozytywna.

Jest to system naczyń połączonych, a tym co je łączy, jest myśl.

Dostałam kiedyś od znajomej w prezencie ciasto. Tylko jaka za tym prezentem stała myśl.

Sytuacja wydaje się być dość sympatyczna, prawda? Na pierwszy rzut oka owszem. Ale przyglądając się sytuacji głębiej, już nie było to takie słodkie. Choć ciasto było, owszem.

Jakoś nie szaleję na punkcie wypieków z mąki pszennej. I ta znajoma o tym wiedziała. Wyjątkiem są obwarzanki, ale to prawdopodobnie z tego powodu, że jestem z Krakowa, a tego już granatem ze mnie nie wyrwą, przepraszam gluten bardzo.

Nie jestem również jakąś wielką fanką margaryny, której po prostu nie jem. Nie, nie unikam tłuszczu, skąd, z kostką prawdziwego masła zarówno rozumiem, jak i znam się bardziej niż świetnie, a już tym bardziej z tłuszczem spod pieczonej kaczki, czy indyka. Tyle że, o ile preferowane przeze mnie rodzaje tłuszczy są smaczne, tak margaryna według mnie już nie.

Tak czy inaczej ciasto owo, prawdopodobnie z tego powodu że przyrządzone na margarynie i mące pszennej, również wybitne jakoś nie było.

Tak jak i myśl, przyczyna dla której zostało wykonane. Znajoma bowiem chciała owym ciastem popisać się przed pewnym mężczyzną, prawdopodobnie w celach matrymonialnych. Podkreślę, ona nie chciała mu sprawić przyjemności tym ciastem. Ona chciała się tym ciastem przed nim popisać. Użyć tego ciasta do konkretnego, nieczystego w outcom’ie celu.

Mianowicie, kiedy popis osiągnąłby skutek zamierzony, czyli on byłby po pierwsze na jej kanapę propozycją zjedzenia ciasta skuszony, po czym owym ciastem najedzony tak, że nie mógłby się od niej kanapy z ruszyć (być może na skutek śpiączki hiperglikemicznej, czego nie wykluczam), wtedy ona w ekspresowym tempie zrobiłaby selfie na kanapie, i misiaczek, już jako partner na fejsiku czy instagramie oznaczony. Najlepiej w sobotę wieczorem! A ona, cała w skowronkach, gdyż status starej panny, czy rozwódki jej nie obowiązuje. I koleżanki toczą pianę z zazdrości. Czaicie temacik?

Bo ja nie czaiłam.

Za to facet dobrze zczaił, bo za propozycje zjedzenia ciasta grzecznie podziękował, tak jak i karmiącej go nieczystymi intencjami pani.

No i z równie nieszczerą intencją ja zostałam poczęstowana ciastem, dwoma kawałkami na miejscu od razu, gdyż jestem szczupła, to pozwolić sobie mogę na więcej, a całą blachą na wynos. Owo ciasto na szczęście tylko przeszło przez moje ręce. Finalnie trafiło do mojej sąsiadki, która zaniosła je do pracy w ramach imieninowego poczęstunku. Sytuacja rozwiązana prawdopodobnie w najlepszy sposób z możliwych.

Tylko że takich rzeczy nie czai się rozumem, a sercem. Na rozum, pięknie – kobieta jest, ciasto jest, kanapa jest. Ale serce mówi że to fałsz. I rację ma.

W mojej opinii prawdziwa relacja z drugim człowiekiem rzadko jest przesłodzona i wygodna, jak mąka pszenna, margaryna i kanapa. A tym rzadziej napewno jest … używalna. Do jakiegokolwiek celu.

Tak jak margaryna – nieszczera relacja jest tania, łatwo dostępna i … używalna. Taka podróba. Zresztą, taki był cel stojący za wynalezieniem margaryny – znalezienie wygodnego w użyciu w drodze na front zamiennika dla masła.

Co ciekawe, na początku margaryna produkowana była z tłuszczu wołowego, co stanowiło konkurencję dla branży kosmetycznej, gdyż używała tego samego surowca do produkcji mydła, a i proces technologiczny był podobny. Tłumaczy to poniekąd smak margaryny, przynajmniej moim kubkom smakowym.

I o ile do dzisiaj naukowcy tłuką się czy tłuszcze zwierzęce czy oleje roślinne, i zastanawiać się będą jeszcze nad tym długo, tak istnieje jeden tłuszcz, którego walory zarówno zdrowotne, jak i smakowe nie budzą wątpliwości. A i branża kosmetyczna docenia go w pełni.

Olej kokosowy. Moja najczystsza miłość. Pure Love.

O tłuszczu MCT nie napisano jeszcze nic złego, a dobrych słów na jego temat – pół internetu. Połowy internetu dotyczącej zarówno branży kosmetycznej, jak i dietetycznej, ponieważ olejem tym zarówno dobrze się najeść, jak i wysmarować nim.

I taka jest właśnie czysta, prawdziwa relacja, oparta na bezwarunkowej, bezinteresownej miłości. Jak olej kokosowy. Niezastąpiony w każdej zdrowo prowadzonej kuchni. Nie używalna, ale potrzebna. Wszechstronna. Odżywcza.

I nie tylko olej kokosowy. Jest też i mąka kokosowa, wiórki kokosowe, cukier kokosowy, mleko kokosowe, woda kokosowa … Prawdziwa relacja jest wszechstronna. Trudna do zastąpienia. A że trudno też o taką? Do wnętrza kokosa też jest trudno się dostać, a jednak na półkach w sklepie go pełno.

Tak tak, podniosą się głosy, że szanowna pani dietetyk, margaryny przecież obniżają poziom cholesterolu, co przyczynia się do zmniejszenia ryzyka chorób układu krążenia, a ten tłuszcz kokosowy to jednak głównie nasycony jest. No co wy, jest unikatowy.

Jak i poniższy przepis na ciasto.

Co ciekawe, myślą twórców owego przepisu było, tak jak i w przypadku margaryny, wynalezienie podróby. A raczej zdrowszej wersji popularnego batonika. Czy im się udało?

Deser nie jest oczywisty w smaku, jego wytrawność trzeba nauczyć się doceniać. Trzeba również poczekać, aż warstwy się zespoją ze sobą na dobre. I najlepszy w smaku jest kilka długich dni później. Jeśli oczywiście przetrzymywany w odpowiednich warunkach, czyli w lodówce. I jeśli w pobliżu nie ma oczywiście konesera tak wytrawnego smaku.

Ale taka też jest prawdziwość oblicza drugiego człowieka. Wytrawna, bez przekłamań, spójna i dopiero po czasie może zostać, z braku lepszego słowa, oceniona. Wtedy też można, z perspektywy czasu ocenić jakość relacji, do której zdolny jest drugi człowiek.

Czy przynosi on składniki, a ty pieczesz ciasto? Czy robicie wspólne zakupy i wspólnie pieczecie ciasto? A może podchodzi do ciebie z pustym talerzem, oczekując że ciasto na nim zostanie położone, na wszelkie jednakże twoje propozycje kręcąc nosem? A może macha ci ciastkiem pod nosem, bo lubi patrzeć jak ci cieknie ślinka? Czy też może wychodzi on do ciebie z ciastem na talerzu, bo jest ciekaw twojej osoby, a ciasto jest w podziękowaniu za to co ty do bukietu jego smaku dodajesz? A może na talerzu jest ciasto ale, tak jak na początku wpisu, marna podróba?

Ale wiecie co? Jest jedna marna podróba którą ja akurat kupuję. Znaczy składniki potrzebne do jej wykonania. Bo to ciasto, to z założenia ma być podróba popularnego batonika. Ale tak cudne ciasta trudno kupić.

Składniki na ciasto zbieramy w jedno miejsce.

Zagniatamy.

Finalnie proces zagniatania powinien dać nam ciasto o konsystencji gęstej pasty.

Wykładamy ciasto w naczyniu żaroodpornym wyłożonym blachą do pieczenia. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza na około 10-15 minut.

Wszystkie składniki na karmel umieszczamy w misce i mieszamy. Ja używam różdżki, ale można łyżki, można widelca, można zblendować.

Na poniższym zdjęciu widać na jak piękny kolor piecze się krucha warstwa ciasta. Żal to robić, ale zalewamy karmelem i wsadzamy do lodówki.

Przygotowanie czekolady – roztapiamy olej kokosowy i mieszamy z kakao.

Wylewamy na ciasto.

Efekt po zastygnięciu poszczególnych warstw, zespoleniu ich, oraz przekrojeniu.

Lewy profil.

Propozycja podania.

Miłość w czystej postaci wytrawnej alternatywy dla lukrowanego zła.

Zbliżenie propozycji podania.

Czy ja mam na koncie same czyste relacje? Na pewno nie, jestem tylko człowiekiem.

Stąd też, jeśli ktokolwiek czuje się przeze mnie wykorzystany, przedmiotowo potraktowany, niedoceniony, czy w jakikolwiek inny sposób mało kokosowo traktowany – zapraszam do kontaktu.

Przy porcji zdrowego ciasta wyjaśnimy wszystkie nieporozumienia.

D.M.