DM

Presto Zupa Pesto

Bary szybkiej obsługi mają to do siebie, że są wszędzie, cenowo dostępne i jedzenie serwowane w nich … zostanie zjedzone. Czy spełnia oczekiwania wobec zamówionego posiłku, to inna sprawa.

Mieszkając w gastronomicznym zagłębiu swojego miasta, co i rusz potykam się o jakiś lokal serwujący pożywienie. Rzadko jednak korzystam z ich usług, ponieważ najbardziej cenię sobie domowe jedzenie.

Będąc jednakże któregoś poranka w drodze pomiędzy jednym obowiązkiem a drugim, do środka jednego z tego rodzaju lokali przyciągnął mnie zapach … domu. Kakao z bułką z masłem, jakaś zupa zabielana śmietaną, ugotowane purre ziemniaczane i obietnica kotleta. O godzinie kilka minut przed 9 rano. Nieźle muszą tu gotować, pomyślałam sobie i rozejrzałam się po klienteli owego przybytku.

Stanowili ją sami mężczyźni. O dziwo, jedzący dwudaniowe obiady. Serwowane przez kobiety. O dziewiątej rano. Oszołomieni zapachem domu. Blask słońca tej idei mnie oślepił.

Ci mężczyźni byli w raju.

Za niewygórowaną cenę i w niewielkiej odległości od domu zostało im udostępnione uczucie nieziemskości. Bliskości samego Pana Boga. Spełnienia wszystkich potrzeb, jakie tylko może mieć mężczyzna.

A nie, przepraszam, jest jeszcze jedna potrzeba cechująca każdego mężczyznę – potrzeba cielesna. Podobno równie częsta, jak potrzeba jedzenia.

Nie zaczynałabym tematu, gdyby nie fakt że jest koneksja na rzeczy. Jedzenie i przyjemność cielesna – chociażby. Nie wspominając już o tym, że na rynku gastronomicznym obecne są nie tylko lokale serwujące kotlety i ziemniaki o ósmej rano, ale również miejsca gdzie można spożyć bardziej złożone smakowo potrawy, dajmy na to o ósmej wieczorem. Aby spożywali je we wzajemnym towarzystwie mężczyźni i kobiety. A potem pan, trzymając panią pod rękę, prowadzi ją do domu w wiadomym wszystkim celu. Po czym zamyka ją w tym domu, zamykając tym samym w swoim życiu etap konieczności korzystania z barów szybkiej obsługi.

Tyle że …. zamknięcie kobiety w domu może się źle skończyć. Tak jak i ziemniaki i kotlety zbyt często na śniadanie. Pomimo tego, że brzmi to jak raj, tak jest dość duża groźba obłoku. W postaci otyłości brzusznej. Która ma udowodniony negatywny wpływ na potencję seksualną w przypadku płci obojga.

Bo trzeba się ruszać, a jest pokusa nie robienia tego, bo mamy zamknięte w domu, uprzednio upolowane, więc dość się napracowałem. A i kobiecie po pewnym czasie przestanie się chcieć wychodzić. Wiecie, ludzka natura jest podobno skłonna do leniuchowania.

Pierwotny styl myślenia, bardzo niebezpieczny w dzisiejszych czasach, głównie ze względu na panujący dobrobyt, ale … dobrobyt oznacza również dostępność usług dietetyka, który wytłumaczy, nawet zamkniętej na cztery spusty w domu pani, jak przygotowywać dietetyczne potrawy satysfakcjonujące pana domu.

Jednakże, co bardziej martwiące, zaczyna obowiązywać w społeczeństwie styl myślenia jeszcze pierwotniejszy. I o ile powyższy w założeniu jest słuszny, tak z tym drugim, nie wiem co zrobić.

Jedzenie jako waluta. Wręcz szybki numerek. A tak na prawdę „mam na drugiego człowieka wywalone relacyjnie, on jest tu po to żeby dostarczyć mi jedzenie”.

I o ile wspólne spożycie posiłku jako zanęta jest podejściem do sprawy bardziej niż słusznym, gdyż traktowane jest jako pretekst do nawiązania ekscytującej relacji która na pewnym etapie znajomości równa się spijaniem sobie nektaru miłości z dziobków, tak wymiana handlowa obecności za posiłek – jest conajmniej podejrzana.

Ustalmy fakty.

Relacji damsko – męskich rozpatrywanych w każdej perspektywie nie da się odłączyć od kwestii ekonomicznych. Jednakże sensownie jest robić to tak, aby nie potrzebny był egzorcysta lub silne środki farmakologiczne, które uspokoją pana lub panią przed rozprawą sądową o podział majątku, jakby coś kiedyś nie poszło. Uważam więc, że należy przez ten pryzmat również popatrzeć na sprawy, zwłaszcza w kontekście randki.

Zanim dojdzie do czegokolwiek, osobiście uważam że na randce to mężczyzna płaci za kobietę, ponieważ zarówno to, jak i kobieta której zdecydował się zawrócić w głowie świadczą o znajomości pewnych zasad. Najczęściej wyniesionych z domu, albo tego co ma w głowie.

Staję tym samym w sprzeczności z obowiązującym na terenach miejskich, a dotyczącymi randkowania z początków w ogóle koncepcji randkowania pomysłem, że za randki panny z narzeczonym płaci ojciec panny. Albo bardziej nowoczesnym, że kobieta płaci za siebie. Albo jeszcze gorzej, za mężczyznę. Dlaczego uważam że tak i tak?

Bo jeżeli facet nie potrafi zaprosić pani na kolację, to jakim on będzie panem domu? Jeżeli robi problem z zapłacenia kilkunastu złotych za kawę i ciastko aby sprawić pani przyjemność, to jak świadczy to o nim w kwestii umiejętności sprawiania pani w inny, chociażby bardziej intymny sposób? A nie ukrywajmy, po to się chodzi na randki. Przynajmniej od pewnego wieku. A jeśli pan natomiast nie uznaje konieczności sprawiania pani swojego serca przyjemnośći płynącej ze zjadania ciasteczka w przyjemnym miejscu, to sądzę że powinien dalej korzystać z barów szybkiej obsługi, jak i barów szybkiej obsługi. Nieważne.

Nie wspominam już nawet o sytuacji, kiedy za randki płaci którekolwiek z rodziców. Znaczy że dzieci nie dorosły jeszcze do związku, i płacić można, ale za zestaw nowych zabawek do piaskownicy.

Tyle że, pogląd który wyznaję pozostawia miejsce do wielu nadużyć, zwłaszcza ze strony kobiet, ale również, co być może jest bardziej społecznie niepokojące – mężczyzn. A kwestia zupy odgrywa tutaj dość zasadniczą rolę.

Gdyż, gdybym była mężczyzną w tym miejscu w życiu, w którym zaczyna się zastanawiać czy nie przyjemnie było by przestać korzystać z barów szybkiej obsługi, ważna, o ile nie podstawowa dla mnie byłaby umiejętność ugotowania przez kobietę zupy. Zwłaszcza że czytałem na stronie internetowej pani dietetyk, że to ani trudne, ani dużo czasu nie zajmuje. No nie jest to w każdym razie nauka rakietowa.

Stąd też świadom, że będę musiał zacząć chodzić na randki, przemyślałabym sobie pytania, jakie zadałbym na chociażby pierwszej. Przy tej kawie i ciastku. I jednym z nich było by pytanie właśnie o umiejętność ugotowania, chociażby zupy.

Wybiegając wprzód myślami, można się domyśleć odpowiedzi jakiej udzieli większość dzisiejszych kobiet. Że one zostały stworzone do czegoś więcej niż gotowania zupy.

Mhm, szanowna pani. Do czego więc.

Pada hipotetyczna odpowiedź ze strony pani, że do dbania o dobro planety. Chociażby.

„Aha, czyli rozumiem że jest pani weganką”.

„A żeby pan wiedział że jestem i owszem”.

„Czyli wyklucza pani spożywanie zupy z barów szybkiej obsługi? Wie pani, takich domowych?”.

„Szanowny panie, fuj obrzydliwstwo. Są o wiele lepsze bary szybkiej obsługi, gdzie można znaleźć przyjazne środowisku i organizmowi zupy. Można je nawet zabrać na wynos do domu, jak panu tak zależy na atmosferze domowego ciepła”.

„Mhm szanowna pani. A czy w tym barze, te zupy przyjazne środowisku i organizmowi zupy, są może serwowane przyjaznym środowisku opakowaniom? Na przykład słoikach? W charakterze, czy ja wiem, opakowania zwrotnego?”.

The randki end.

Przynajmniej ze strony pana. Znaczy, poczekałabym do momentu, kiedy pani dokończy ciastko, żeby ta ideologia jej w gardle nie stanęła, bo może być potrzeba zadzwonienia po pogotowie. A tak by się zachował prawdziwy mężczyzna, jeśli jedyny pomysł na rękoczyn to ten pod dyskoteką, a ten Heimlicha nie przyszedł mu do głowy.

Chociaż czy ja wiem czy umiejętność ugotowania zupy nie powinna być zaliczana do kategorii nauk kosmicznych? Bo ta którą wam zaserwuję poniżej jest nieziemska.

Co prawda, trzeba być w posiadaniu umiejętności w postaci umycia, obrania, pokrojenia i ugotowania włoszczyzny niezbędnych do wykonania potrawy z tego przepisu, oraz wrzucenia kilku składników do blendera, co konieczne jest aby wykonać przepis chociażby ten.

Ale czy ja wiem czy mnie słuchać? Randki to dla mnie temat kosmiczny, a i zupy proponuję nie z tej ziemi. Ba, tą dodatkowo robi się z każdą prędkością kosmiczną.

Czyli szybciej niż zrobienie outfitu i makijażu, żeby jakoś wyglądać na tej … randce.

W słoiku dodatek węglowodanowy w postaci kuskusu. Szybciej się nie da, serio.

Po prostu ze sobą mieszamy rzeczy.

I tak na marginesie sobie myślę, że ten ojciec co pomagał wybrać i ocenić pannie kawalera, to nie było do końca takie głupie. No bo przychodzi kawaler do domu, częstują go przygotowaną przez pannę zupą.
I jeśli pan kawaler do tej pory nie wie, czy ma wobec panny poważne zamiary, to ojciec panny szybciutko rozeznawał sytuację i częstował pana kawalera deserem w postaci soczystego kopa w du… mówił panu stanowcze do widzenia. Panna miała na głowie ważniejsze rzeczy niż kawalerowie, chociażby w postaci zdobywania gruntownego i przydatnego wykształcenia, tudzież rozwijania talentu w kierunku sztuki.

I to prawda, że my kobiety mamy w życiu prościej. Bo facet to się trochę musi nagadać, a my wystarczy że na randce zadamy jedno pytanie.

„Interesuje cię moja zupa czy du.. znajomość trwająca tyle co kawa i ciasteczko?”

The randki end?

Po tak konkretnym pytaniu, to zależy od tego na ile ciasteczek pani ma ochotę.

Ale, uważajcie na te ciasteczka, ich nieograniczona ilość może oznaczać skłonność w kierunku niezdrowych podniet.

D.M.