DM

Presto Rukola Pesto

Jest takie powiedzenie – z rukolą wszystko smakuje lepiej. A jeśli jeszcze nie jest w obiegu, to należy je jak najszybciej w obieg wprowadzić.

Nie da się rozpatrywać kwestii bycia kobietą, inaczej niż bycia w relacji, ponieważ kobiety zostały stworzone do tworzenia, bycia w, i podtrzymywania relacji.

Tak jak z tytułową rukolą, kobieta w relacji powinna czynić ją smaczniejszą. Nie mam na myśli oczywiście budyniu z rukolą, chociaż kto wie. Gdyby tak zrobić budyń ze szpiku kostnego, z zagarowaną rukolą? Mogło by to być smaczne? Pomysł szalony, nie sprawdzam tego, idę dalej.

Kobieta, jak rukola, jest po prostu przydatna. Zdaję sobie sprawę że stoję tymi słowami w sprzeczności z ideologiczną większością … w zasadzie gdziekolwiek pójdę, ale … co złego w byciu smaczną, zdrową i potrzebną?

Większość z nas od dzieciństwa marzy o dniu ślubu. Biała sukienka, kwiaty, ten jedyny. I za spełnienie tego marzenia jesteśmy w stanie zarżnąć siebie, oraz drugą osobę.

I o ile marzenie słuszne, ponieważ zostałyśmy stworzone do wypełniania potrzeb czy to mężczyzny, czy to drugiego człowieka, a i nie ukrywajmy – faceci bywają spoko, tak nie do końca wiemy jak to marzenie spełniać w sposób właściwy wobec serca nawet nie tyle drugiego człowieka, co swojego. Plus, że jesteśmy zdolne do o wiele więcej niż jednego marzenia.

Kiedy sięgam pamięcią wstecz, do miejsca w życiu kiedy w człowieku rodzą się marzenia, chciałam przede wszystkim latać. Błędnie odczytywałam jednakże sposób w jaki mam pofrunąć, odważnie twierdząc, że ja chcę zostać pilotem myśliwca. Chociaż, kto wie, może w innych warunkach środowiskowych było by to możliwe? Tak czy inaczej.

Nawet nie przyszło mi do głowy marzyć o jakimkolwiek ślubie. Biała sukienka? Orkiestra? Faceci? Nie, ja chciałam fruwać.

I miałam rację.

Społeczeństwo przez kilkadziesiąt wieków ery nowożytnej, co tu dużo mówić, pokazało że nie za bardzo przepada za kobietami, a kwestię jej bycia potrzebną skarykaturyzowało do bycia używaną. Nie wspominając już w ogóle o daniu jej możliwości do wypełnienia przez nią jakichkolwiek własnych potrzeb.

Dlaczego? Bo jak kobieta bierze się do pracy, to może się okazać że jest tak dobra w swojej robocie, że .. arcybiskupowi robi się głupio. A cała Polska miała ostatnio okazję się przekonać, że piastując tak wysokie stanowisko można równocześnie być wyjątkowo czułym i wrażliwym na swoim punkcie chłopcem, więc o foszka łatwo. Przyczyna foszka? Jajeczko sadzone w kształcie motylka a nie serduszka, jak arcybiskup owego dnia chciał. A potem cała diecezja musi chodzić na paluszkach, więc lepiej nie drażnić arcybiskupa i ustalać z tygodniowym wyprzedzeniem preferowalny kształt. Oraz co wieczór, CO WIECZÓR sprawdzać osobiście aktualność wcześniej podjętej decyzji. Nie nie, broń Boże nie wymieniać, poczciwy chłopina, lepiej niech na stosie zginie jakaś wyedukowana, trzeźwo myśląca kobieta. Tak dla równowagi. A najlepiej dwieście do końca miesiąca. Bo profilaktyka. Bo czary. Bo źle przyrządziła jajko. Źle. Pf. Nie trafiła w humor arcybiskupa.

Tak czy inaczej.

Ta historia pokazuje, że my kobiety nie do końca wiemy co i jak mamy robić, żeby nam dobrze w życiu było, bo nie wiemy co znaczy „jest dobrze”, a i społeczeństwo nam do głowy bałagan w tej kwestii wtłoczyło. A że w robocie jesteśmy dobre, to bierzemy sprawy w swoje ręce i ustawiamy wszystko dookoła tak, żeby na modłę społeczeństwa było wszędzie dobrze.

Tyle że, ja nie o społeczeństwie a o tobie, mnie, kobiecie. Rozpatrywanej tylko i wyłącznie pod kątem najlepszej wersji siebie. Bo szczerze? Społeczeństwo nie ruszy do przodu, jak kobiecie nie będzie dobrze ze sobą. Jak nie będzie miała zagwarantowanego poczucia bezpieczeństwa, i spełnionych wszystkich potrzeb.

Co do najlepszej wersji siebie w kontekście spełniania potrzeb, chyba dość jasno mainstream się wypowiada. Kobieta ma spełniać potrzebę społeczeństwa względem wyglądu. Piersi, pośladki, makijaż, paznokcie, pierścionki, ciuchy, ekspresy do kawy, skarpetki za kolana i tak dalej. Mamy się podobać. A jeśli matka natura nas jakoś wybitnie nie obdarzyła, do dyspozycji mamy cały arsenał zabiegów „technologicznych” w rozumieniu czy to medycyny estetycznej, czy to chirurgii plastycznej. Na ile portfel faceta, męża, czy tatusia wydolny. A jak mało wydolny? To wysłać pana do drugiej pracy, my będziemy drugie tyle leżeć na kanapie, optymalnie w towarzystwie czy to realnym, czy to czatowym jakiegoś innego … błazna, dla damy dworu.

Idąc kiedyś ulicą zauważyłam, że wysiadającej właśnie z samochodu pani, tak na oko ciężko stwierdzić ilu letniej, ponieważ opływającej w luksus, że tej pani sukienka podwinęła się, eksponując pośladki.

Podeszłam więc do niej bliżej i dyskretnie poinformowałam ją o tym, że robi szoł na ulicy. Ona zaskoczona, uśmiechnęła się eksponując rząd olśniewająco białych licówek, poprawiła sukienkę i powiedziała „ale mam jeszcze dobry tyłek, nie?”.

I zastanowiłam się, który błazen tak jej zniszczył poczucie własnej wartości, że będąc (na pierwszy rzut oka) kobietą która wygrała życie, ponieważ ewidentnie toczy je w luksusie, szuka potwierdzenia jędrności swoich pośladków u obcej kobiety na ulicy. No który. Pokażcie mi go. Chodź tu pan.

Powiedz mi pan proszę, czy uważasz pan, że pieniądze to jedyny sposób żeby wyrazić uznanie wobec osoby jaką jest twoja kobieta? Czemu pan nie klepniesz jej w tyłek publicznie, żeby dać jej poczuć na własnej skórze, że ona się panu podoba? A może ten luksus, w który owa pani opływa, jest na pocieszenie, że publicznie pan klepiesz młodsza du … jędrniejsze pośladki.

Ściana. Mur. Ja jej nie przejdę. Może wy.

Potrzeby kobiety to coś o wiele więcej niż materialny luksus. To momenty. Sytuacje. Relacje. Spełnione marzenia.

Uderzysz pewno w nutę od której zaczęłam wywód – papier świadczący o związku małżeńskim z bogatym i przystojnym facetem.

No jak ci to wystarczy w życiu, to owszem. Ja jednak uważam że masz o wiele bardziej odważne marzenia. I co najlepsze, nie tylko ja tak uważam.

W większości poradników odnośnie łączenia się ludzi w pary twierdzą dokładnie to samo. Co więcej, kobieta ma być samowystarczalna, inaczej nigdy nie wiadomo czy kocha mężczyznę czy jego pieniądze. Ba, sama może tego nie wiedzieć.

I co? I Kończy z jakimś może przystojnym, może i bogatym, ale jednak kompletnym bucem, i nie dość że sama sobie będzie sobie pluła w brodę, to on jeszcze zamiast klepać ją po najpiękniejszych na świecie w jego mniemaniu pośladkach, nieelegancko ją w nie kopnie.

I nie, nie zrozumcie mnie źle, moją intencją nie jest przylepienie komukolwiek etykietki kompletnego buca. Chciałam przez to pokazać, że wejście w związek z niewłaściwym myśleniem o drugiej osobie kończy się tym, że bezsensownie zajmuje się miejsce przy boku kogoś, kto w twoich oczach nigdy nie będzie tym, kim byłby dla innej osoby. Spełnieniem wszystkich marzeń odnośnie faceta, chociażby.

Nie ma czegoś takiego jak silna niezależna kobieta. Kobieta może być co najwyżej samowystarczalna. Ba. Musi.

Ponieważ dopóki kobieta pracą własnych rąk nie jest w stanie zagwarantować sobie zawartości takiej lodówki jak na zdjęciu poniżej, nie jest najlepszą wersją siebie, nie ma więc co nawet myśleć o jakimkolwiek związku. Dopóki nie walczy o siebie, nie ma co myśleć nawet o rozmowach z jakimkolwiek facetem. Niepotrzebne zawracanie w głowie.

Ponieważ dopóki jej lodówka tak nie wygląda, jest bardziej niż prawdopodobne, że trafi na faceta który będzie traktował ją jak zmiętą stówkę znalezioną w rynsztoku, a nie jak sztabkę złota, do której to postaci zawsze była, jest i będzie przeznaczona.

A i ona będzie go tak traktować, jak źródło dochodu. I o ile są kraje gdzie taki rodzaj wymiany usług jest legany, tak Polska chyba jeszcze do nich nie należy.

Ja nie mam oczywiście na myśli sytuacji, gdzie kobieta w 100% poświęca się wychowaniu dziecka, ale … na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć przypadki w których wyszło to zarówno kobietom, jak i dzieciom na dobre.

Co prawda samowystarczalność zakłada wyjście ze swojej strefy komfortu. I im bardziej kobieta, czy mężczyzna z niej wychodzi, tym bardziej jest samowystarczalny, zwiększając tym samym szanse na związek, w którym relacja będzie nastawiona na budowanie.

A nie wykorzystywanie, co równoznaczne jest z niszczeniem drugiej osoby. A po co niszczyć sobie życie, zamiast je uprzyjemniać?

Na przykład tym co w lodówce?

A jest w niej chociażby pesto, wykonane z tytułowej rukoli. Ponieważ samowystarczalna kobieta wie, że musi się zarówno dobrze odżywiać, jak i dobrze zarządzać swoim czasem. A nie ma szybszej potrawy niż pesto.

Po prostu wkładamy wszystkie składniki do blendera, bzzzzt, i jemy.

I taka właśnie jest kobieta w najlepszej wersji siebie. Lodówką wypełnioną po brzegi smacznym, zdrowym, pełnowartościowym jedzeniem. Co najmniej czterema pomysłami na potrawy. A jak partner jest w nastroju na wybrzydzanie, to siada mu na kolanach i dokłada i piąty. Buziak. I szósty. Dwa buziaki. I siódmy ….

Zamykamy lodówkę.

A z czym pesto jemy?

Samowystarczalna kobieta ma numer do dietetyka, z którym konsultuje swoje nawet najbardziej szalone kulinarne pomysły.

A że dietetyk nie dość że szalony, to jeszcze znający się na rzeczy, to i facet któremu dania serwuje ta akurat najlepsza wersja siebie kobiety będzie zadowolony.

D.M .

p.s. Po lekturze tego tekstu naturalne będzie, że w twojej głowie zrodzi się pytanie, jak to u mnie jest w tej kwestii. Szczerze?

Miałam kiedyś znajomego, z którym łączył mnie biznesowy barter. No i ten znajomy usilnie postanowił mnie przekonać, że świat na jędrnych pośladkach stoi. Ciężko mi było się z tym zgodzić, ponieważ mam w głowie ułożone, że tym co trzyma świat w postaci, jakiej dane jest nam go doświadczać, jest fizyka kwantowa, ale nie wchodziłam z nim w dyskusję na ten temat, gdyż była by absurdalna.

I nie tylko dla tego że cząstki o których zachowaniu tak na prawdę nie wiele wiemy mają do siebie to, że zachowują się absurdalnie, ale chyba głównie z tego powodu, że ostatnie 3,5 roku jego życia, oraz dość duża ilość pieniędzy zależała od tego co ja mam w głowie.

Nie wdawałam się z nim również w dyskusję odnośnie jego poglądu na życie, ponieważ oprócz wiedzy mam w głowie olej, i wiem że ze zbyt pewnymi siebie osobami się nie dyskutuje. Życie samo prędzej czy później zweryfikuje.

Tak też się stało, niedługi czas później. Osobiście szczerze mu jędrności jego pośladków współczuję.

I chociaż wybrałam dłuższą, trudniejszą i kosztującą więcej nakładów finansowych drogę do najlepszej, choć nieoczywistej wersji siebie … to nie żałuję, ponieważ wiem, że kiedyś sama sobie za to podziękuję, zwłaszcza że od kogoś „dziękuję” za to kim jestem, usłyszałam. Czy było szczere nie wnikałam, słyszeć to było miłe.

Zwłaszcza, że będąc zupełnie szczerą, tak jak tą panią spotkaną na ulicy, zjadają mnie kompleksy. I bardzo miło usłyszeć jest „chciałabym w pani wieku mieć taką figurę”, czy adekwatny, stosowny do kompleksu odpowiednik.

d.m.