DM

Obiad ze sklepu

Wybór dań gotowych w ostatnich latach poszerzył się znacznie. Praktycznie na pstryknięcie palcem dostępne są potrawy, które zaspokoją zarówno głód, jak i preferencje smakowe, rozumiane przeze mnie jako „ochota na”. Kurczak tikka masala z ryżem pilaw? Kurczak w sosie orientalnym?Spaghetti carbonara? A może bolognese? Naleśniki z jarmużem? Proszę bardzo, wsadzić do mikrofalówki lub piekarnika aby podgrzać i gotowe.

Za (w zasadzie) niewygórowaną cenę możemy nasycić apetyt i zmysły. Odeszły w niepamięć czasy, kiedy w tej kategorii wybór zawężony był do fasolki po bretońsku w słoiku, flaczków czy pierogów mrożonych. 

Jest to odpowiedź przemysłu spożywczego na zmieniające się warunki w jakich funkcjonujemy pod względem żywienia. Pojedyncze gospodarstwa domowe, późne powroty do domu, ważniejsze rzeczy na głowie niż planowanie jadłospisu, wykonywanie potraw i sprzątanie po gotowaniu. Które swoją drogą, podniesione zostało dzisiaj do rangi tak wysokiej sztuki, że nie zjadać potraw nadających się wizualnie każdorazowo na własnego bloga kulinarnego to co najmniej obciach, a już na pewno wstyd. A fe. 

Tak zwany duch czasu. Korpo design life. Kultura nie tyle nastawiona na konsumpcję, co realnie przeliczająca czas w swoim życiu na pieniądze, i traktująca je jak boga, dla którego warto zarżnąć siebie, a może i zwłaszcza innych ludzi. A jeśli tam jeszcze nie jestem, to zbiorę się w sobie i będę. Ale nie chciejmy relacji. Nic z uczuciem. Chyba że w kierunku czysty biznes. Spieniężmy to. Spieniężmy ją. Spieniężmy się.    

I widać to właśnie na talerzu, który w sumie służy nam coraz rzadziej ostatnio, gdyż nie ma sensu brudzić, zjem z opakowania. Life is hard, tough and brutal. Wszędzie wojna. Liczy się tylko pieniądz i czas. Ściągam z półki w sklepie, myślami będąc daleko od serca, i jadę dalej. 

A skąd ja wiem gdzie myśli konsumenta owego gotowego dania są? I że nie obrały kierunku podróży w głąb serc?  A wiem. 

Bo gdyby tak było, to konsument ów, zamiast gotowego dania, ugotowałby sobie chociażby to, którego dotyczy poniżej zamieszczony przepis. I to ugotowałby nie w trybie kolacji dla przyjaciół, żeby się popisać czy, jeśli pogoda sprzyja – ugościć. Przygotowałby ów posiłek w ramach codziennego jedzenia dla samego siebie. Pożywienia dla ciała i duszy. Czystej relacji. Pomiędzy sobą a jedzeniem, w postaci bycia na zakupach chociażby. W postaci chcenia dla siebie na prawdę dobrze. Smacznie i dobrze. Relacji ze sobą w tu i teraz. Relacji przy gotowaniu dla siebie. Dla prawdziwego „Ja”, a nie jego fałszywej autoreprezentacji.  Skoncentrowany dla siebie, a nie na siebie.

„Dla”. Nie „na”.

Ale…. gotowanie jest przecież trudne, szanowna pani dietetyk! Trzeba coś pomyśleć, przemyśleć, skombinować, sprawdzić, spędzić czas, wymyć, ubrudzić, wymyć, podzielić, dodać, pomnożyć. Wyjść ze swojej strefy komfortu, która jest przecież całkiem nieźle karmiona gotowymi daniami ze sklepowej półki. 

Hm. A nie jest przypadkiem trudna relacja? A chciałbyś, nie? Chciałabyś, prawda? Mieć na przeciw siebie kogoś, z kim w sumie wystarczyłby jeden talerz. Widelce dwa? Jeden? Jemy na zmianę? Ja karmię ciebie? Ty karmisz mnie? Kto trzyma talerz? Jemy na kanapie? Czy przy stole? To jak przy stole, to może dwa talerze? Eeeeee, nie. Wystarczy jeden. Jemy na kanapie. Potem będą buziaki. O smaku perliczki w warzywnym sosie kurkumowo – kokosowym. Serwowanej z ryżem. I dużą ilością świeżej, aromatycznej, niezastąpionej kolendry. 

Robimy to tak.

Perliczkę wkładamy do naczynia żaroodpornego i nacieramy oliwą z oliwek, solą i pieprzem. 180 stopni Celsjusza, czas pieczenia około 1,5 godziny. Wymaga podlewania sosem własnym co jakieś 15 – 20 min.

Warzywa kroimy na małe kawałki.

Wrzucamy do dużego gara, zalewamy niewielką ilością wody i gotujemy. Dodajemy mleko kokosowe i przyprawy.

Być potrawą którą się dla siebie przygotowuje to również dynamicznie reagować na możliwości ubogacenia jej składu, czyli osobowości. Tzw. łapanie okazji.
O! groszek świeży w warzywniaku! dodajmy!

Finalny efekt termicznego maltretowania drobiu w warunkach domowych

Ktoś tu był na wakacjach, wnioskuję po opaleniźnie.

Drób obieramy z mięsa, dodajemy do warzywnego sosu kurkumowo – kokosowego.

Gotujemy ryż, siekamy i nie żałujemy kolendry.

Zjadamy.

Buziaki.

D.M.