DM

Nie zostawiaj mnie

Mój dotychczasowy pobyt na ziemi w ludzkim ciele obleczonym ludzką skórą nauczył mnie jednego.

Kilka słów wprowadzających się należy.

Przedstawiciele gatunku ludzkiego, od kiedy zostali pozbawieni przywilejów płynących z zamieszkiwania raju, takich jak na przykład bezproblemowe zdobywanie pożywienia, czy samosprzątające się „ich dookole”, zachowują się co najmniej dziwnie.

Nie, przedstawiciele gatunku ludzkiego nie zachowują się dziwnie.

Zachowują się paradoksalnie.

Gdyż.

Raj, niebo, jednoznacznie na jakimś tam poziomie pojmowania rzeczywistości, do którego to procesu używany jest inny proces, zwany logicznym wnioskowaniem metodą przyczynowo – skutkową, kojarzy się z czymś … bezproblemowym.

Harmonią, ładem, poniekąd świętością.

Tak też większości z ludzi kojarzy się uczucie, z jakim powinno być spożywane niedzielne śniadanie.

W wielu kulturach ten posiłek traktowany jest właśnie bardzo świątecznie.

Tak czy inaczej, kwestia pozostaje również aplikowalna względem osoby, czy też osób, z którymi dane jest nam ten posiłek spożywać.

Ale.

O ile w raju, niebie, osoby były tylko dwie, i to w dodatku sobie przeznaczone, tak od tamtego momentu trochę się rozmnożyliśmy, oraz rozpierzchliśmy po ziemi, stąd też tą przeznaczoną nam osobę, z którą niedzielne śniadanie będzie niebem, znaleźć trudno, a może nawet jeszcze trudniej.

Ale.

W każdym przedstawicielu gatunku ludzkiego, oprócz tęsknoty za rajską beztroską, wibruje również żywo cząstka tęsknoty za tą przeznaczoną nam osobą.

Drugą połówką.

Dowolnie wybranego ulubionego owocu, kawałka kiełbasy, połówki bułki, czy co nam wyobraźnia, tudzież apetyt „na” podpowiada.

A co mają do tej tęsknoty brudne gary w zlewie?

Ba, więcej, co do raju niebiańskiego mają one?

Chodzi o to, i tu pozwolę sobie wrócić do początku wywodu, czego mnie pobyt w ludzkiej skórze nauczył, oraz wszystkie dotychczas spożyte w tej ludzkiej skórze niedzielne śniadania.

I o ile posiłek ten powinien smakować CO NAJMNIEJ jak przyrządzony w raju, oraz zalecane jest również spożywanie go w odpowiednim towarzystwie, tak …

… nie za wszelką cenę.

A zwłaszcza nie za cenę utraty nieba, które każdy człowiek nosi w sobie.

Tej małej, harmonijnej cząstki siebie, która po spożyciu posiłku w niedzielny poranek, po prostu westchnie, i wstawi naczynia do zmywarki, lub zlewu.

I o ile spełnione marzenie, którym będzie obecność tej drugiej osoby, która dołączy do wspólnej zabawy, jaką jest włączanie zmywarki, lub zmywanie, jest TYM, co sprawia że w pewnym stopniu wracamy do uczucia, jakim jest bycie w raju, pomimo tego że jesteśmy na ziemi, tak …

… nie ma co fundować sobie piekła w życiu, i nad tą tęsknotę za towarzystwem przy talerzu postawić świadomość, że spożywanie niedzielnego śniadania we własnym towarzystwie to takie … zmywanie garów w zlewie od razu, po spożyciu posiłku.

Zanim się spiętrzą, jak problemy wynikłe ze spożywania posiłku z nieprzeznaczoną do tego celu osobą.

Ha.

Że samą Miłością człowiek się nie naje, Pani Dietetyk?

Może i nie, Szanowny Czytelniku.

Ale Miłością, zanim się ją spożyje, chociażby w niedzielę na śniadanie, człowiek najpierw musi oddychać.

Prosta fizjologia metabolizmu ludzkiego organizmu.

A w niewłaściwym towarzystwie, człowiek się dusi.

Chociażby były cuda podane na talerzu.

D.M