DM

Nadzór kuratorski

Pojawia się ostatnio w mediach reklama dotycząca jakiejś tam marki czekolady. Kampania reklamowa przedstawia młodą parę, która podczas wspólnego spędzania czasu na kanapie niby naturalnie, a jednak ukradkiem przed sobą, zajada kawałkami ową słodycz. 

Niewinnie zaczyna się przepytywanie jednej strony drugą o powód zagarnięcia pozaprzydziałowej kostki czekolady. Pozaprzydziałowej, gdyż nie wiemy jak para dogadała się ze sobą odnośnie dozwolonej do spożycia ilości, lecz z tonu jakim prowadzona jest dyskusja, oraz charakteru zadawanych pytań – czuć kontrolę i pewien poziom pretensji. 

Ale czemu? No bo mi się sytuacja widzi tak. 

Mieszkanie ładne. Pewno na kredyt, ale skoro na to ich stać, to prawdopodobnie na drugą tabliczkę czekolady też ich stać. Więc skąd wyliczanie sobie nawzajem ilości kostek smakołyku? Nie wydaje mi się by przyczyna ekonomiczna mogła być powodem wzajemnej kontroli.

Ograniczenie ilości spożywanych kalorii? Może? Kto wie? Chociaż nie wyglądają na osoby z grupy ryzyka chorób cywilizacyjnych, to licho jedno wie. Ale z drugiej strony, jedna tabliczka mlecznej czekolady na dwie młode zdrowe osoby to żarcik jest, a nie grzech. A i nawet gdybyśmy mieli do czynienia z osobami borykającymi się z otyłością olbrzymią, które zajadają się czekoladą, to źródła problemu należało by się upatrywać w siedzeniu na kanapie, a nie kostkach czekolady w tajemniczy sposób znikających w czeluściach jamy ustnej. 

Coś mi nie grało więc w tej całej czekoladzie. Poszłam do sklepu i zakupiłam ów produkt. Może to jakaś żywność funkcjonalna wzmacniająca poczucie kontroli w związku jest? Może nadziewana alkoholem, i po zjedzeniu kilku kostek więcej już jest wskazanie na alkomacie? A dzieci do szkoły wozić trzeba? Może jakiś nielegal, od którego świeci się w nocy na niebiesko, i ciężko się tej drugiej osobie śpi? Czekolada budząca twój wewnętrzny blask. Budzący przy okazji sąsiadów po drugiej stronie ulicy. I kłopoty ze strażą miejską tylko są. Sprawdźmy to. 

Czekolada smakowała jak … czekolada. Mleczna była po prostu ok. Jednakże, żadnych ponadprogramowych atrakcji, jak mam być szczera. Żadnego blasku.

Aby znaleźć przyczynę interpersonalnej eksytacji przedstawioną na reklamie, wzięłam ze sklepowej półki drugą tabliczkę, jednakże w innej wersji smakowej. Ta również nie wzbudziła we mnie żadnych dodatkowych emocji. Zwłaszcza z kategorii tych, którymi można wymieniać się w związku. Blasku również nie.

Sklepowe półki uginają się od nich, a producenci prześcigają się w różnorodnych dodatkach, byle przyciągnąć konsumenta. Tyle że …

Tyle emocji? Wyliczanie nawzajem spożytych kostek czekolady? Ależ jedz skarbeczku ile chcesz! Na zdrowie! Albo pod korek, jak potrzebujesz. Jak się skończy to się skoczy do sklepu po następną. Kłócić się o to czyja kolej ubrać buty i wyjść z domu? Nieeee, my będziemy ciągnąć zapałki. Niech los decyduje. Albo zagramy o to w karty. A i tak pójdziemy razem. A przy okazji na spacer do parku, zjeść na ławce tą czekoladę. Życie jest zbyt piękne i krótkie żeby siedzieć na kanapie. A tym bardziej wyliczać sobie nawzajem co, komu i kto.

Wspólne chwile relaksu to na prawdę cenne i, zdaje się, rzadkie chwile. Ja osobiście nie chciałabym spędzać ich w towarzystwie kogoś, kto kontroluje ilość zjadanych przeze mnie kostek czekolady, czy czegokolwiek jak mam być szczera, wypomina mi ją, po czym zarzuca fochem. Oczywiście, jest możliwe że źle rozumiem intencję twórców reklamy, albo w ogóle relacje. 

Ale.

Ale na szczęście czekoladę znam i rozumiem. Tak jak i życie. A z życia powinno się czerpać przyjemność, nie korzyści. Tak jak i z relacji.

To może jak ta czekolada budzi takie nadzorcze demony w człowieku, to ja … może zrobię lepszą?

Kochanie, co?

Jak to którą! Tą z bananami, co nigdy nie wychodzi tak samo, ale za to pachnie od niej w całym domu. Tą niskokaloryczną, bez dodatków żadnego badziewia. Co? Chcesz? A potem na spacer do parku czy na kanapę i buziaki? 

Jak się ją robi?

Wszystkie składniki mieszamy czymkolwiek w czymkolwiek, doprowadzając do konsystencji takiej, którą można wylać na blachę. Ja używam blendera.

Pieczemy około 20 minut w temperaturze zbliżonej do 180 stopni. A już na pewno do momentu, w którym zapach czekolady rozniesie się po całym domu.

Na prawdę nie dbamy o kształt. Chodzi o radość przygotowywania słodyczy dla waszego serca słodyczy.
Mniej więcej tak wygląda po upieczeniu.

Nie czekamy aż wystygnie, bo po co. Kroimy w małe kosteczki. 

I wiecie co?

Może zamiast nadzorować kto, ile i za co kostek czekolady zjadł, skupicie się na podaniu? I celebracji wspólnej chwili, którą jest wam dane spędzać razem?

D.M.

Lody o smaku królewskiego tortu ślubnego. Temu kto to wymyślił <3

p.s. Podczas pisania powyższego postu ucierpiała jedna Dieta Minima, gdyż.

Tabliczka czekolady na dwie osoby to żarcik jest, ale dwie tabliczki czekolady na jedną osobę to już .. nawet nie poważne kalorie. To ofiara poniesiona w imię nauki. Czego się nauczyłam? Że moja lepsza. I na własnej skórze doświadczyłam co to znaczy „zmulić się”. Ble. Od mojej się człowiek nie muli, nie.

Love.