DM

Królowa

Większość kobiet w dzisiejszych czasach jest świetnie wykształcona, a co za tym idzie, niezmiernie inteligentna. 

Stąd też, nie są im obce wiadomości z kategorii zamierzchłej historii. Co więcej, świadome są one tego, że „historia lubi się powtarzać”, a co tym idzie, ryzyka łączącego się z tym niezaprzeczalnie prawdziwym faktem.

Świadczy to o wielkiej mądrości dzisiejszych kobiet. Po latach wojennego ucisku lub przymusowej pracy, wreszcie mamy wolność wyboru. I wybieramy odpocząć. Od czego? 

Od jarzma opresji bycia na własnym, tudzież jakimkolwiek zamku, królową. I noszenia z tego tytułu konsekwencji. Tfu! Korony. Odpocząć od noszenia biżuterii typu korona. Z tytułu konsekwencji bycia królową. 

Z czym się ten tytuł wiąże, każda kobieta chyba wie. „Zmartwienia” i „Robota” to najwłaściwsze słowa.

Gdyż, na każdym zamku, tak na prawdę rządziła królowa, a nie jak się powszechnie uważało – król. Działo się tak, ponieważ król rządzi królestwem, co zajęciem jest bardzo czasochłonnym. Stąd też, i nomenklatura archaiczna, jak i proza życia, która się za tym szumnym tytułem tak na prawdę kryła. 

Tyle, czy te zadania, które niosło za sobą piastowanie zaszczytnego miana królowej, były tak na prawdę prozaiczne? 

No bo tak. 

Zarządzać osobą samego króla, to jak zarządzać cyrkiem wokół okazu wyjątkowo rzadkiego niedźwiedzia. Nie można było się żadnej pracy bać. Co tam przyszło jej robić, nie wiem, oporządzać upolowanego przez króla, o, niedźwiedzia właśnie. Na przykład. Byle komu przecież zadania nie mogła oddać, prawda?

Jeszcze spaprali by sprawę ze skórą, a to mogło by króla zasmucić, i  król by nie wybaczył, zważywszy na zbliżający się bal przebierańców. I po atmosferze przed balem, arystokracja może ściągać pończochy i kokardy. 

Skoro już jesteśmy przy arystokracji – sami intryganci i intrygantki, którzy zamiast pracować na chwałę królestwa, czy tam podczas żniw, czy nowalijek, pletli na jego korytarzach smętne bzdury.

Ba. Żeby jeszcze tylko się obijali po korytarzach, zawijali w krzyki mody, i pletli mało konstruktywne bzdury, na to królowa mogła przymknąć oko, i zajmować się w spokoju swoimi zajęciami. Gorzej, jak od tej akonstruktywności, jednemu czy drugiej zaczynało się nudzić, i intrygi zaczęły dotyczyć tematów urozmaicenia towarzyskiego w kwestii zawartości królewskiej sypialni, chociażby. Tudzież, zahaczać o osobę otyłego arcybiskupa i jego popleczników. 

A jak otyły arcybiskup zaczynał krążyć wokół osoby króla, nooo to wtedy królowa dopiero musiała podwijać rękawy i brać się do roboty. 

Owszem, tolerowała chłopa dopóki stosów do palenia kobiet nie układał, mądrze na mszy gadał i jak pobłogosławił, tak kury zawsze większe jajka niosły, jednak jego upodobanie do biesiadowania z królem kończyło się sytuacją, kiedy w królestwie takiego okazu niedźwiedzia nie było, w którego skórę by się król zmieścił. I do tego królowa nie mogła już dopuścić.  

Stąd też, kiedy tylko goniec królewski zjawiał się przed obliczem królowej, i próbując złapać oddech obwieszczał że „jedzie arcybiskup”, ta zrywała się jak szalona, i pędziła do zamkowej kuchni, aby wydać rozkazy w zakresie królewskiej diety.

Jako że król głupi nie był, musiała kombinować. Ale też głupia nie była, i wiedziała że zaczyna się od podstawy. Bulionu.

Przepisów na dietetyczny bulion jest milion i jeden, i każdy z nich może objąć rządy w twoim królestwie, pod jednym tylko warunkiem – że zostanie wykonany. I dlatego ośmielam się wychodzić z tym akurat poselstwem. 

Z góry uprzedzam, przepisem tym nie pretenduje do miana królowej, zwłaszcza w królestwie twojej kuchni. Za dobrze mi się na zleceniu nadwornego kronikarza robi. Mimo tego że nie ma umowy o pracę, tak zlecenia pewne, ciekawe, pełne wyzwań, a i jakaś tam przyszłość dla mnie jest. Swoje miejsce i czas znam. 

O właśnie. 

Czas operacyjny przygotowania bulionu? Może 20 minut, wliczając wizytę w pobliskim warzywniaku (nie obejmuje czasu gotowania oczywiście). A kiedy już będzie gotowy – otwierają się twoje wrota do szybkich, smacznych, wartościowych odżywczo, i przede wszystkim – przepełnionych miłością posiłków domowych. 

W pełnym blasku monarchii absolutnej własnej kuchni obieramy, i szatkujemy warzywa. Tak tak, berło spoko, ale przydaje się tylko do pamiątkowych zdjęć w podręcznikach do historii. Na codzień bardziej użyteczny jest dobry nóż.

Najczystsza forma pożywienia w całym królestwie.

Arcybiskup mile widziany.

Sprytna ta królowa.

D.M.