DM

Emocje

Dietetyka dzisiaj nie ma już wiele wspólnego z nauką o odżywianiu ciała, tak, aby nam jak najdłużej i jak najsprawniej służyło, czy też wspierania go w walce z jakimś schorzeniem, chorobą.

Bardzo rzadko pacjenci skupiają się na jej podstawowym celu – czyli odżywianiu ciała. Dostarczaniu mu pożywienia, ale w perspektywie długofalowej. Kochania go. Związania się z nim do końca życia węzłem auto małżeńskim, na tak zwany przysłowiowy amen.

Dietetyka służy ludziom dzisiaj aby dodać im blasku. Tylko to się liczy. Blask. Wrażenie jakie robisz idąc ulicą. To jak odbierają cię inni ludzie, i jakie dostajesz od nich wsparcie w postaci uznania, z braku lepszego słowa pod ręką. Ładnym w życiu łatwiej, prawda?

Otóż nie. W życiu liczą się umiejętności i kompetencje. W życiu liczy się perspektywa długofalowa. W kontekście relacji – wygląd to również kwestia drugorzędowa. Kiedyś może uwierzą ci, co jeszcze są w tej kwestii oniemiali. Wygląd jest po prostu wypadkową tego co w człowieku siedzi. Ba, albo w jakim miał okazję się wychować środowisku. Ale to nie na teraz temat. My o odżywianiu, nie wychowaniu.

Chociaż może, jest to system naczyń połączonych? Ponieważ pomimo „boomu” na zdrowie odżywianie, jednostki które rozumieją o co w tym chodzi są nieliczne, a jednostki które wiedzą jak głęboko kwestia zdrowego odżywiania w człowieku siedzi, nieliczne są jeszcze bardziej.

Stety niestety mam dar do tego. Zarówno do pracy z produktem w postaci umiejętności komponowania bardzo ale to bardzo smacznych posiłków w zasadzie z niczego, dodatkowo, w mgnieniu oka.

Jak również, do pracy z pacjentem.

Tyle że, drażni mnie to. Nie, nawet nie drażni. Mnie to wkurza. Wkurza mnie to co ludzie wyprawiają z jedzeniem. Stworzone pierwotnie idealne, czyste, odżywcze, soczyste, zamienione dzisiaj jest w chemiczną papkę, której skład ma odżywić człowieka, ale emocjonalnie.

I to żeby jeszcze były pozytywne pozytywne emocje, na kształt całowania rączek szanownej mamuni za niezmiernie świetnie zamarynowane śledziki. Żeby było pretekstem do pięknych relacji! Nie!

Dzisiaj ludzie za pomocą żywienia karmią swoje tanie emocje. Kto, kiedy, z kim i gdzie jadł kolację. A nikt nie dba o to, żeby była w domu zupa!

Czy pani wie, ile aktywnie fizycznie dziecko powinno i jest w stanie zjeść dobrej domowej zupy?

I jako że mam niebywałe szczęście być jedynym, a co za tym idzie najlepszym w branży psychoanalitykodietetykiem, piszę te słowa siedząc na kozetce u siebie, w atmosferze olbrzymiego wkurzenia, wycierając przy okazji z kącików ust okruszki wafelka o smaku kokosowym.

I zaczynam gadkę ze specjalistą, o przyczynach swojego wkurzenia. I o tym że znowu zajadłam emocje. A do wafelka dołożyłam draże śmietankowe. I Bóg mi świadkiem, że jadłam je może piąty raz w życiu. Tak bardzo jestem wkurzona.

Na co specjalista do mnie, a jestem to ja przypominam, uderza z pytaniem, o cóż ja się tak wkurzam.

Jak to o co, pani psychoanalitykodietetyku Dieta Minima. Takaś pani mądra a pani nie wie? Ludzie nie szanują ani siebie, ani jedzenia, skutkiem czego nie żyją długo w szczęściu i zdrowiu, a trapią ich tylko zgryzoty i choroby.

Budżet państwa i służba zdrowia kuleje, bo nie przetłumaczysz bez wojny w domu, że jak się ma 30 kilo nadwagi, to się z kolanami za niedługo źle podzieje. I że to nie lekarz głupi, a ty. On po prostu machnął już na ciebie ręką.

Czy słyszeli o podstawowych prawach hydrauliki, i tego że obejmuje ona również kwestię gęstości kości? Ja już nie mówię o hormonach, od tego są endokrynolodzy specjaliści, a jest to i tak sprawa złożona, że powinien ów specjalista po przeczytaniu podręcznika zacząć wierzyć w conajmniej Boga. Bo nikt inny nie mógł wymyślić nic bardziej pojeb…. pomylonego. I ja się jeszcze tego musze uczyć!

O właśnie, czego oni te dzieci w tej szkole uczą?

A tak, podobno nie uczą tylko wtłaczają do głowy bezużyteczne informacje.

Wie pani co ja zrobiłabym na miejscu takiej szkoły dyrektora? Zamknęłabym w schowku na miotły specjalistę od edukacji seksualnej i katechetę, żeby se łby pourywali, a dzieci wzięła na warsztaty.

Gdzie nauczyły by się jak przyrządzać pożywne surówki.

To dopiero byłaby dobra szkoła!

I nie zaczynając nawet tematu żywienia w szpitalach.

Wasza wzburzona

D.M.