DM

Chłodna kalkulacja

Nieodłączną częścią pracy dietetyka jest liczenie bilansu kalorycznego. Obliczenia te stosuje on w celu uzgodnienia ilości energii przyjmowanej w stosunku do wydatkowanej, w celu czy to redukcji nadmiernej masy ciała, czy zachowania obecnej (w warunkach chorobowych na przykład), tudzież nabrania masy ciała. Zarówno w postaci tłuszczu, jak i mięśni.

Z ewolucyjnego punktu widzenia nadmierna masa ciała traktowana jest jako „kapitał” na gorsze czasy czyli okresy, kiedy ciężko o pożywienie. Stąd też, kobiety wykazują się większą tendencją do gromadzenia „kapitału”, ze względu na konieczność wykarmienia i przytulenia potomstwa. Ot, żarcik.

Tyle że …

Bilans kaloryczny obliczyć jest prosto. Żadna nauka rakietowa, nie ma w tym ideologii, są za to pomocne aplikacje.

Trudniej jest się go jednak trzymać. I tu już na scenę wkracza ideologia, czyli mózg. Pytanie tylko, czyja.

Bo szczerze? Nie wydaje mi się żeby była ona gatunku ludzkiego.

Czasy w których przyszło nam żyć obecnie zmierzają w kierunku zagłady, która będzie bezpośrednim wynikiem zbytniego nagromadzenia wyżej wspomnianego kapitału.

I nie chodzi tu nawet o to, że jego nagromadzenie wynikiem jest braku umiejętności wykonania prostego rachunku matematycznego, jakim jest wskaźnik masy ciała, a jaki powinna choć raz w życiu wykonać jednostka wliczająca się w poczet tak wysoko rozwiniętej cywilizacji, jaką jest gatunek ludzki.

Wysoko rozwinięta cywilizacja. Pf. Istoty stojące w hierarchii gatunków wyżej niż anioły!

Że anioły to niby istoty duchowe, czyli bezcielesne, ktoś mi zaraz powie, i że im w takim razie łatwiej? Bo nie mają ciała, które im różne rzeczy dyktuje?

Otóż chęć. Wolna wola. To, oprócz ciała, zarówno odróżnia gatunek ludzki jak i stawia go wyżej nad aniołami!

Zjadanie pożywienia nie tyle leży w naturze człowieka więc, co jej istnienie warunkuje wręcz. Rozpatrywanie tego aktu nie powinno się jednak odbywać odosabniając konteksty „zwierzęcych instynktów” rozumianych jako biologicznych potrzeb od anielskiej psychiki ale – powinno być konsolidowane. 

Na szczęście, założenia koncepcji człowieka jako źródła, a co za tym idzie nośnika energii duchowej tą integrację umożliwiają. Wystarczy spojrzeć na sprawę przez pryzmat … dietetyki kwantowej.

Niedoceniana niestety w świecie dietetyki jej kwantowa strona „gryzienia” tematu znajduje jednak swoje odzwierciedlenie w najnowszych doniesieniach naukowych dotyczących tematu.

Pomimo tego że poniższa teza to dość śmiała teza, a chęć jakiegokolwiek jej udowodnienia stanowi, na razie przynajmniej, metodologiczne samobójstwo, tak … niewiele osób, sięgając w głąb siebie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „czy lubisz jeść” odpowie inaczej niż „tak, lubię”. Wyjątkiem są pewne stany chorobowe, ale o nich kiedy indziej.

Tyle że, czy oni wiedzą co mówią? Czy mają świadomość na poziomie organizmu i przenikającego go ducha czym jest lubienie i jakie niesie za sobą konsekwencje?

Czym jest lubienie zatem? Czym jest myślenie „lubię”, zwłaszcza w kontekście jedzenia? Korelując zjawisko na trend zdrowego, świadomego odżywiania? I czy można zdrowo się odżywiać nie lubiąc w głębi duszy jedzenia? 

Większość osób zajmujących się profesjonalnie żywieniem za swoją maksymę zawodową obrało zarówno aforyzm, jak i nie poddającą się kwestionowaniu prawdę, że „jesteś tym co jesz”. Przy czym ja osobiście uważam że należy pójść o krok dalej w twierdzeniach i założyć że „jesteś tym co czujesz że jesz” a wręcz że „jesteś tym co czujesz wobec jedzenia” , a już zwłaszcza „jesteś tym, co o jedzeniu myślisz”. Ba. Jesteś tym, co myśli o serwowanym tobie jedzeniu osoba która ci je podaje.

Myśl to potężne źródło energii. 

Mózg zużywa na swoje funkcjonowanie 20% całkowitej energii dostarczonej. Jeśli przykładowe zapotrzebowanie energetyczne jednostki kształtuje się na poziomie 2000 kcal/dobę – to 400 kcal będzie wykorzystane na funkcjonowanie samego mózgu. Aby zobrazować jak dużo jest to energii – wystarczy przytoczyć tradycyjną definicję kalorii w myśl której jest to „ilość ciepła potrzebna do podgrzania, pod ciśnieniem 1 atmosfery, 1 g czystej chemicznie wody o 1 °C od temperatury 14,5 do 15,5 °C”. 

W jeden dzień więc, mózg osoby spożywającej powiedzmy standartowy europejski jadłospis pochłania ilość energii która, gdyby użyta do emisji „na zewnątrz”, pod ciśnieniem 1 atmosfery podgrzałaby o 1 stopień Celsjusza 400 kg czystej chemicznie wody. A to dużo podgrzanej o jeden stopień Celsjusza czystej chemicznie wody. I uważam że, choć to druga śmiało postawiona przeze mnie teza, że bazując na powyżej przytoczonym, o ile by skoncentrować strumień myśli – można by podgrzać (lub też pozbawić ciepła) o dowolną liczbę stopni adekwatną ilość wody. 

W ujęciu makroskopowym energia ta rozpatrywana jest więc pod postacią ciepła. W mikroskopowym ujęciu jednakże, czyli tam gdzie kończy się nasze zrozumienie natury wszechświata – zaczyna się mechanika kwantowa. Prawa mechaniki kwantowej natomiast rządzą jeśli nie najgłębszą warstwą rzeczywistości, to w każdym razie najgłębszą jaką znamy.

I teraz.

W dziedzinie nauki jaką jest mechanika kwantowa funkcjonuje zjawisko stanu splątania kwantowego, o którym powinien słyszeć w dzisiejszych czasach już każdy. W skrócie chodzi o to, że dwie „niezależne od siebie” cząstki oddziałują na siebie na odległość. O ile mi wiadomo, największa odległość na jaką udało się w warunkach laboratoryjnych zaobserwować owo oddziaływanie wynosi 144 kilometry. Na podstawie tej obserwacji wysnuto wniosek, że możemy zapomnieć o klasycznym pojmowaniu czasu i przestrzeni.

Tak czy inaczej, jesteśmy złożeni z atomów, i tak jak w przypadku splątania kwantowego, przy życiu utrzymuje nas oddziaływanie na siebie atomów.

Życie bowiem to ruch, dynamizm, zmiana. Chociażby poruszenie się w kierunku dostarczenia atomów z pożywieniem, i tych atomów obrót w naszym organizmie. Tyle że, okazuje się że atom atomowi nierówny. A raczej, stan uporządkowania owych atomów. Myśl, jaka za tym stoi.

Czyli, jak wynika z powyższego, oprócz składników stricte odżywczych, których obecność stanowi podstawę jakichkolwiek działań dietoterapeutycznych okazuje się, że aby w pełni służyć organizmowi, pożywienie musi charakteryzować się jeszcze jednym – odpowiednim stanem uporządkowania, który to wpływa na jego cechy mierzone za pomocą metod mechaniki kwantowej.

Pf. Zadałaś teraz pani dietetyk bobu. Nie dość że na jedzenie zarobić trudno, wybrać w sklepie właściwe jeszcze trudniej, powstrzymać się przed nadmiarem smakołyków najtrudniej, to jeszcze jakaś mechanika kwantowa?

Niestety, nie ja ten świat urządzałam. A urządzony jest on tak, że ilość kalorii wydatkowana na funkcjonowanie organu odpowiedzialnego za myślenie pochłania niewspółmiernie dużo energii w stosunku do jego masy. Ot, 2% masy, a zabiera 20% energii. Trzeba ją po prostu dostarczyć.

No dobrze Pani dietetyk, da się zrobić, ale czemu więc prosi o jeszcze więcej? Mało mu? Czemu to, o czym myślimy jest tak niezmiernie ważne z biologicznego punktu widzenia, skoro przeznaczone w projekcie „człowiek” zostało na ten proces tyle energii, i jeszcze domaga się więcej, skoro to w dłuższej perspektywie niekorzystne jest?

Na ile dane jest mi obecnie wiedzieć szanowny drugi człowieku, przyczyną dla której niektórym jednostkom trudno jest zachować rozsądny bilans energetyczny jest drugi człowiek. I to, co o nas myśli, a to w prostej linii przekłada się na jego wobec nas zachowanie.

Tak jak w chlebie badanym na obecność fotonów – ten przemysłowy nie emituje ich wcale. Nie ma w sobie nic z mechaniki kwantowej. Relacja odżywcza na linii ty – ten chleb po prostu nie zachodzi. Nie ma żadnej wymiany.

Chleb natomiast z piekarni tradycyjnej, który karmi cię przede wszystkim myślą piekarza o dostarczeniu szczęśliwego, pełnego wyrobu dostarcza relacji bogatej w fotony, co umożliwia wejście na wyższy poziom biologicznego uporządkowania.

Niestety, nie czas i miejsce na gruntowną analizę kwantowej struktury myśli i zachowań wszystkich ludzi z którymi dane było ci szanowny czytelniku obcować od urodzenia, a co za tym idzie – serwowanego tobie pożywienia.

Czas na przepis na potrawę, która spełnia wymogi dietetyki kwantowej.

W jej myśl, podstawowym składnikiem który zostanie użyty do przygotowania potrawy jest miłość szanowny czytelniku. W ilości wystarczającej, by móc część potrawy zamrozić, a wraz z nią zamrozić pozytywną energię. Której istnienie udowodnione zostało naukowo!

Tak wyglądają nieuporządkowane atomy. Ale, bez obaw, stan nie dość że chwilowy, to jeszcze pożądany. Trzeba je umyć, ot co.

Najpierw …

Najpierw zaczynamy dostrzegać światło odbite, czyli to, które my w proces przygotowania kwantowej potrawki wkładamy. Niewielka ilość na sam początek wystarczy.

To jest pierwszy stopień widzenia światła. Mała podpowiedź – w lewym górnym rogu, taki kawałek papryki.

Następnie, bez trudu dostrzegamy światło emitowane. To jest kwintesencja miłości – im więcej my z siebie dajemy, tym więcej światła widzimy, a co za tym idzie – jemy.

Glow.

Cząstki elementarne lubią bawić się ze statystyką w chowanego, a raczej w berka. My, będąc jeszcze trochę statystyką, nie przejmujemy się tym wcale, tylko chrupiemy.

Różne kolory.

Pomyślałby kto, że mechanika kwantowa obejmuje również warzywa skrobiowe.

Jak bataty na przykład.

Co prawda nie jest to jeszcze zmierzone, ale ja twierdzę że to tylko kwestia czasu.

Mianowicie, kiedy najdzie nas szlam ludzkich myśli prowokujących nas do zaprzestania myślenia o trzymaniu rozsądnego bilansu kalorycznego, czyli kiedy ktoś powie lub zrobi coś, co sprawi że będzie nam przykro, my – znając już zasady odżywiania się na sposób kwantowy, splątamy się ze zgrabnym pakuneczkiem z naszego zamrażalnika, w który to sposób zaczniemy porządkować swoje wyprowadzone z równowagi fotony.

Mrożona pozytywna energia.

Tutaj też udzielę odpowiedzi na pytanie, dla czego jem niewiele a ciągle przybieram na wadze.

Ponieważ zjadasz niewłaściwe myśli o pożywieniu. Zmień styl myślenia. Tyle.

Tylko tyle. A może aż tyle.

Przy odpowiednio dobranym nastawieniu i odrobinie wiary w siebie, to jak zmienić konsystencje owej potrawki w zupkę. Z makaronem ryżowym i świeżą kolendrą.

Bzzt.

Z życzeniami zawsze dostępnej świeżej zielonej kolendry w ilości jakiej dusza zapragnie

D.M.

p.s. Ja nie jestem nieśmiałym naukowcem. Jestem chuliganem, zwłaszcza polskiej dietetyki.

Stąd też odważnie powiem że czas i przestrzeń nie istnieją. Istnieje tylko miłość. No i fotony.

I buziaki.

d.m.